sobota, 14 czerwca 2014

Sześć


Niedziela upłynęła mi bardzo szybko. Mimo tego, że nie robiłam nic sensowego oprócz ćwiczeń, uczenia się i oglądania telewizji. Około dwudziestej usłyszałam dzwonek do drzwi. Edyty nie było, więc poszłam otworzyć. 
- Cześć – usłyszałam przywitanie od Nikołaja
- Hej – odpowiedziałam lekko zdziwiona – Wejdź, proszę
- To dla ciebie – zza pleców wyciągnął bukiet tulipanów
- Dziękuję – uśmiechnęłam się. – Usiądź, a ja włożę bukiecik do wody – poszłam po jakiś flakon, nalałam do niego wody i wsadziłam kwiatuszki – Ładne, merci beaucoup – uśmiech nie schodził mi z twarzy. Przez chwilę trwaliśmy w milczeniu, do momentu pytania Niko:
- Nudzisz się?
- A masz jakiś pomysł? – pytanie za pytanie
- Spacer?
- Teraz? Jak jest ciemno i zimno? – nie bardzo widział się mi ten pomysł
- Ale za to, w jakim towarzystwie! Ciepło się ubierzesz, lampy świecą, a jak cos to masz obok mnie – puścił oczko
- Okej, daj mi chwilkę – skierowałam się do pokoju, aby się przebrać. Ubrałam dżinsy, gruby niebieski sweter, czarne ciężkie botki i skórzaną kurtkę. Przewiązałam się jeszcze szalem i mogłam ruszać – Jestem gotowa.
- Tak szybko? Szacun. – szczerze mówiąc do prawie każdy się dziwi, że nie szykuję się długo – no, bo, po co?
- Jak coś mogę się wrócić i poszperać w szafie – zażartowałam, ale Niko natychmiastowo znalazł się przy drzwiach.
- Proszę – przepuścił mnie w drzwiach, ale ja i tak musiałam je zamknąć, więc wygoniłam go na klatkę. Po wyjściu z budynku skierowaliśmy się przed siebie. Miałam spytać czy Niko ma jakiś plan, ale w sumie doszłam do wniosku, że jak coś będzie chciał, to mnie tam zaprowadzi.
- Więc grałaś w siatkówkę i nadal się nią interesujesz. Przebierasz się w mniej niż 10 minut i fotografujesz. Masz jeszcze jakieś ukryte talenty?
- Jak się wkurzę to nie ma przebacz, więc lepiej mnie nie wkurzaj.
- To ma być talent?
- No tak, niewiele dziewczyn tak potrafi. A, i przy tym mogę mocno uderzyć. Wszędzie – chciałam spojrzeć na niego groźnym wzrokiem, ale jego mina mnie tak rozwaliła, że zaczęłam się śmiać
- Ze mnie się śmiejesz?
- Przepraszam, ale masz tak rozbrajającą minę, że nie mogłam się powstrzymać – nadal się śmiałam i, co najgorsze, nie mogłam się przestać śmiać
- Ze mnie się śmiejesz, tak? Ja ci dam śmianie się ze mnie! – zaczął mnie gonić, próbowałam uciekać, lecz potknęłam się o coś i upadłam. Bolało. Kostka bolała.
- Matko, Ania, nic cie nie jest?! Boli cię coś? Możesz ruszyć nogą? – Niko zasypał mnie pytaniami
- Boli mnie kostka i chyba nie mogę na niej stanąć. Pomożesz mi?
- Tak, oczywiście, ale powoli, nic na siłę – próbowałam na niej stanąć, lecz nie dałam rady
- Niko, nie dam rady na niej stanąć. Zadzwonię do Edyty albo Kamila, on ma samochód to mnie odwiezie do domu.
- Gdzie i kto? Nie ma szans, nie zostawię cie tak. Albo biorę cię na ręce, albo dzwonię po taksówkę.  I bez dyskusji. To ci się na pewno samo nie wyleczy!
- Okej, w takim razie dzwoń po taksówkę – siatkarz wyjął telefon i zadzwonił. Taksówka miała być za pięć minut. I była. Trochę daleko od nas. Bałam się jak sobie poradzę, ale Niko wziął mnie na ręce. Hm, w sumie było nawet wygodnie. Gdy wsiedliśmy do auta, Niko poprosił o kurs: „Do szpitala”. Po kilkunastu minutach znaleźliśmy się w środku budynku.
Po zarejestrowaniu się, czekaliśmy na lekarza. Niko nie mógł sobie wybaczyć, że znaleźliśmy się tutaj:
 - Ja cię naprawdę bardzo, bardzo przepraszam! To moja wina! Gdy nie mój głupi pomysł, nie byłoby cię tu teraz
- Ej, Niko, przestań. To nie jest twoja wina.
- Zawiniłem, więc teraz muszę odpokutować. Będę twoim szoferem, kucharzem i kimkolwiek tylko będziesz chciała
- Nie jesteś temu winny, ale druga część mi się jak najbardziej podoba – uśmiechnęłam się. W tym momencie zwolniło się miejsce w pracowni rentgenowskiej, więc pielęgniarka zawiozła mnie na prześwietlenie. Na zdjęciu wyszło, że mam dość brzydko złamaną nogę, na szczęście bez przemieszczenia i nie trzeba było nastawiać. Założono mi gips, z którym musiałam paradować od czterech do sześciu tygodni.
- Szoferze, wezwij limuzynę, panna wraca do domu – zawołałam do siatkarza. Zdziwił się, że jestem w tak świetnym nastroju. W sumie nawet nie wiem czemu. Poprosiłam, by udał się do sklepu medycznego, który był obok i kupił mi kule, bo jakoś muszę chodzić, po czym  Niko wezwał taksówkę i pojechaliśmy do domu. Całe szczęście, że mamy windę w bloku. Po dotarciu pod drzwi mieszkania, podziękowałam, mimo wypadku, za spacer. Było naprawdę miło. Zawodnik wymusił uśmiech na swojej twarzy i mocno mnie przytulił, przy czym dodał:
- Trzymaj się. Dobranoc.
Gdy weszłam do mieszkania, Edyta akurat wychodziła z łazienki. Gdy zobaczyła mnie o kulach, szybko podbiegła i zadawała milion pytań gdzie, dlaczego, po co i jak to się stało. Ja tylko odpowiedziałam:
- Niko, spacer, bum i gips. Cztery tygodnie będziesz mi usługiwać, bejbe.
- Cztery tygodnie?!
- Albo sześć – odpowiedziałam z dumą
- Porażka… zrobić ci coś do picia, jedzenia? Pomóż w czymś? – jaka pomocna, jak nigdy! Ale nie będę jej dzisiaj już wykorzystywać. Poszłam pod prysznic. Jakoś dałam radę. Moja prawa noga uziemiona, bo uziemiona, ale da się żyć. Gdy już się ogarnęłam, poszłam spać. Szpital i to wszystko wyciągnęło ze mnie całą energię.
Nazajutrz przywitało mnie pyszne śniadanko przygotowane przez przyjaciółkę. Po krótkiej chwili opuściła mnie jednak, ponieważ musiała iść do pracy. Ja powinnam iść na zajęcia, ale dzisiaj sobie odpuszczę. Po zjedzeniu jajecznicy, chciałam się przebrać w wygodne ciuchy. Jednak, gdy wstałam, usłyszałam dźwięk dzwonka do drzwi.
- Nikołaj. A co ty tutaj robisz tak wcześnie? – wpuściłam chłopaka do środka
- Mam nadzieję, że cię nie obudziłem. Chciałem sprawdzić jak się czujesz.
- A dziękuję. Jest okej, co prawda nie mogę biegać, ćwiczyć i kopać nogami, ale jakoś to przeżyję.
- Proszę, to na pocieszenie i przeprosiny – wręczył mi w ręce ogromną Nutellę!
- Głupi jesteś. Siadaj. – otworzyłam słoiczek, dałam mu jedną łyżeczkę i nakazałam jeść. Sama tego nie zjem, a Edzi nie dam. Gdy gadaliśmy o wszystkim i niczym, usłyszałam znowu dzwonek do drzwi. Po otworzeniu ich ujrzałam Kamila.
- Hej, coś potrzeba? – uśmiechnęłam się do niego
- Dlaczego jesteś ty, a nie Edyta? – miłe powitanie, nie ma co.
- Ponieważ Edyta jest w pracy.
- A ty nie na zajęciach? – zapytał zdziwiony. W tym momencie spadła mi jedna kula i nie bardzo chciało mi się po nią zginać, wiec poprosiłam o to Niko. Gdy Kamil ujrzał siatkarza trochę się zdziwił, ale zdziwił się jeszcze bardziej, kiedy zobaczył mnie o kulach.
- Matko, co ci się stało?!
- Złamałam nogę. Tyle. – powiedziałam spokojnie.
- Ale kiedy? Dlaczego do mnie nie zadzwoniłaś?
- A dlaczego wtedy wyszedłeś? – dlaczego to powiedziałam? A bo ja wiem… - Poza tym był ze mną Niko.
- Ty to masz szczęście. Zawsze obok ciebie kręci się jakiś facet – powiedział coś pod nosem, ale go nie zrozumiałam
- Mówiłeś coś?
- Tak, że zawsze się połamiesz. Jak to się stało? – spytał wchodząc do mieszkania
- No po prostu się potknęłam. Byliśmy z Niko na spacerze i…
- Dzisiaj? – przerwał mi
- Jak dzisiaj, wczoraj, pacanie. Co najmniej cztery tygodnie jestem uziemiona. Je ne veux pas! Mais… je dois… - zrobiłam smutną minę. Wiem, że moi koledzy nic z tego nie zrozumieli, ale trudno, czasami gadam po francusku, tak mnie to wciągnęło.
- Ania, słuchaj, ja już będę leciał. Wpadnę do ciebie później – Niko podszedł do mnie i pocałował w policzek na pożegnanie
- Jasne, do zobaczenia – uśmiechnęłam się i zwróciłam do Kamila – A ty? Zostajesz czy wychodzisz?
- Zostaję, musimy pogadać.


______________________________________________________________________
da bum tss!
mamy coś takiego, podoba się?
pozdrawiam :)

3 komentarze:

  1. Jasne, że się podoba :)
    Niko taki opiekuńczy, no no no!!! :D :)
    Coś musi z tego być :) Liczę na to gorąco! :*
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Ale się dzieje. Złamana noga, Niko, i ten Kamil, który chyba coś do niej czuje. Pozdrawiam :* PS. Zapraszam na nowy rozdział kedzierzynskie-szczescie.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Ciekawe opowiadanie. I wielkim plusem jak dla mnie jest to, że jednym z bohaterów jest Niko ;D
    Zapraszam w wolnej chwili do mnie http://sport-storiess.blogspot.com/
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń