Gdy wróciłam do mieszkania, było po pierwszej w nocy. Nie
wypiłam dużo alkoholu, po prostu go nie lubię. Cały czas siedziałam wpatrzona w
innych. Zajęło mi to około czterech godzin. Zakochane pary przytulające się do
siebie, kilkuminutowe wydarzenia w łazienkach, podrywanie, zabawa, szaleństwo.
Idąc przez korytarz, przypominałam sobie najpiękniejsze chwile mojego życia. Praktycznie
wszystkie były związane z Pawłem. Przeklinając cały dzień i chwilę, kiedy
widziałam ich razem potknęłam się o szafkę, czym zwróciłam uwagę mojej
współlokatorki Edyty. Znamy się od podstawówki, zawsze byłyśmy razem. Koncerty,
konkursy, mimo różniących nas poglądów, dogadywałyśmy się bez otwierania ust i
oczu. Edyta natychmiast podniosła głowę znad laptopa, popatrzyła na moją
zapłakaną twarz i podbiegła mnie mocno przytulić.
Po długiej chwili Edyta chwyciła mnie za rękę i pociągnęła
na kanapę.
- Wcięło go, chciał się tłumaczyć, przymilać, a jak mu
powiedziałaś, że to koniec i wyszłaś, pobiegł za tobą, ale nie dogonił, bo… bo nie…?
Pokiwałam twierdząco głową i w sumie zastanawiałam się skąd
Edzia zna scenariusz. Popatrzyłam na nią, a ona tylko odpowiedziała: ·- Seriale,
co one robią z człowiekiem. Na dziś wystarczy łez i zamartwiania się, szoruj
pod prysznic i kładź się spać
- Postaram się - na mojej twarzy pojawił się cień uśmiechu.
Wykonałam czynności, po czym położyłam się spać. Niestety,
nie zmrużyłam oka, rozpamiętując wszystkie wydarzenia z mojego życia.
Spojrzałam na zegarek. Była 7:32. Pora wstawać. Nie mam
ochoty iść na wykłady, ale muszę. Muszę zacząć normalnie żyć. Żyć bez wracania
do przeszłości. Idąc do łazienki, Edyta przywitała mnie buziakiem w policzek.
Po krótkiej toalecie, na stole w kuchni czekały na mnie kanapki i kawa. Edyta
wie jak poprawić mi humor.
- Zrobiłaś już ten wywiad z siatkarzami? – spytałam.
- Nie, dopiero dzisiaj jestem umówiona z zawodnikami. I
wiesz co… potrzebny mi będzie fotograf! – mówiąc ostatni wyraz wskazała na mnie
palcem. Faktycznie, coś tam pstrykam i sprawiam mi to ogromną radość, ale nie
miałam głowy do tego, zwłaszcza po wczorajszym dniu.
- Nie, wiesz, ja
raczej nie będę w stanie się skupić, weź kogoś innego – próbowałam się wykręcić
– poza tym ja mam jeszcze dzisiaj zajęcia
- Nie wykręcisz się! Pójdziesz ze mną, a notatki ktoś ci
pożyczy. Spotkanie mam o 9:00, więc niedługo będziemy się zbierać. Pakuj
sprzęt, abyś niczego nie zapomniała – wyszczerzyła się do mnie, a ja z lekkim
grymasem na ustach posłusznie poszłam pakować aparat. Po spakowaniu ubrałam na
siebie zwykłe czarne spodnie, luźną bluzkę i ulubione trampki. Przynajmniej
mogłam czuć się swobodnie.
Wpół do dziewiątej Edyta nakazała już jechać. Chciała być
wcześniej, aby się przygotować. Z niechęcią wsiadłam do auta. To nie tak, że
nie lubię sportu, siatkówki i tego wszystkiego. Nieprawda. Ja to kocham i
uwielbiam. Sama będąc małym brzdącem łaziłam na treningi ucząc się wszystkiego.
Jednak czar prysł, kiedy skręciłam kolano, a potem napatoczyły się inne pasje.
Po piętnastu minutach byłyśmy pod halą. Wchodząc prawie
zabiłam się taszcząc wszystkie akcesoria, aparat i statyw. Edyta natomiast
powtarzała sobie pytania, które chce zadać trenerom i zawodnikom. Wiedziałam,
że da radę, zawsze daje. Praca dziennikarki sportowej sprawia jej tyle radości
i szczęścia, ile mi słuchanie piosenki Marie Laforêt - Viens, viens. Po prostu
ją uwielbiam. Jest taka prawdziwa. Gdy dotarłam do wyznaczonego celu, padłam
wraz z wszystkim na krzesełka. Edyta poszła szukać trenera i kogoś tam jeszcze,
a ja zaczęłam przygotowywać się do robienia zdjęć. Gdy wkładałam kartę do
aparatu, ktoś potrącił statyw. Odwróciłam się, by sprawdzić czy wszystko okej,
a tam zastałam uśmiechniętą twarz jednego z przyjmujących.
- Hej – popatrzył na mnie z wielkim uśmiechem na twarzy, mój
wzrok natomiast układał się w dwa pytajniki – mam nadzieję, że nic tutaj się
nie popsuło
- Samo się jeszcze nigdy nic nie popsuło – powiedziałam sama
do siebie – Ja również tak myślę – podeszłam na miejsce zderzenia mojego
ukochanego statywu z częścią ciała siatkarza – Na szczęście nic się nie stało –
pojawił się nawet uśmiech na mojej twarzy
- Bardzo się cieszę w takim razie i zapraszam na kawę, aby
załagodzić sytuację – siatkarz mówił łamaną polszczyzną, ale muszę się
przyznać, że uwielbiam jego akcent! Zawsze, gdy oglądałam wywiady z nim, rozpływałam
się słysząc głos sprawcy kolizji
- No nie wiem czy statyw będzie chciał, niestety, ma bardzo wygórowany
gust – zawodnik po krótkiej chwili zrozumiał, o co mi chodzi, dlatego próbował
się ratować
- W takim razie mam zaszczyt poprosić o spotkanie
właścicielkę martwego przedmiotu
-Dlaczego martwego? – spytałam zaskoczona – to, że ma już
ładnych parę lat nie oznacza, że jest do wymiany! Jeszcze mi długo posłuży –
uśmiechnęłam się – A co do zaproszenia - pożyjemy zobaczymy – razem z mym lubym
podeszłam do krzesełek, aby „wkręcić” obiektyw i oczekiwać na Edytę. Po kilku
minutach oglądania hali, liczenia świateł i krzesełek, przyszła Edzia
- No, co tak nic nie robisz? Do fotografowania, już! – Pogoniła
mnie. Jako że na parkiecie było jak na razie tylko trzech zawodników, miałam
mało roboty i napykałam tyle zdjęć, ile się dało. Niech reszta żałuje! Swoją drogą
dobrze, że wzięłam jeszcze jedną kartę. W czasie przeglądania zdjęć podszedł do
mnie pan „gapa”.
- To jak, widzimy się potem?
- Przepraszam cię bardzo, ale to nie jest odpowiedni moment
na takie ustalenia – chciałam go zbyć, po prostu jakoś mi nie po drodze
- Okej, zawołaj mnie jak skończysz, to wtedy pogadamy – jego
twarz rozpromieniała uśmiechem
- Chodzi o to, że ja raczej w ogóle nie znajdę czasu na to
spotkanie, dzisiaj, jutro, za tydzień lub za miesiąc. Nie mam do tego głowy,
przepraszam, muszę wracać do pracy – na szczęście zobaczyłam wchodzących
zawodników. Można powiedzieć, że mnie uratowali. Gdy robiłam zdjęcia, podeszła
do mnie Edyta
- I co, umówiłaś się na spotkanie?
- Edyta, przestań, przeciąż wiesz, że ja teraz nie mam
czasu, ochoty ani chęci – obruszyłam się
- Ale zobacz jak on na ciebie patrzy! Wpadłaś mu w oko!
- A on wpadł w statyw. Jak kocha to poczeka – urwałam, po czym
wróciłam do fotografowania.
Po dwóch godzinach robienia zdjęć, spytałam się Edyty czy
już skończyła. Musiała mieć z każdym zdjęcie i wywiad. Nawet nie do pracy, po prostu
dla siebie. Nawet ją rozumiałam, sama bym tak postąpiła, ale jeśli siatkówka mi
nie pomaga, to nie wiem, co. Cały czas boli, to tak cholernie boli.
Po krótkiej chwili, mogłyśmy jechać z powrotem do domu.
Jednak zanim wsiadłyśmy do auta, Edzia pobiegła znowu do hali, bo zapomniała
notatek. Opierając się o samochód, patrzyłam na tapetę telefonu. Byliśmy na
niej razem. Ze łzami w oczach otworzyłam galerię, usunęłam zdjęcie i użyłam
jakiegoś krajobrazu, jako tapety. Gdy wpatrywałam się w nią, ktoś stanął nade
mną. Tak, to pan „gapa”.
- Ale na pewno nic? – chciał się tylko upewnić, dlatego odpowiedziałam
- Nic, uwierz mi, na pewno nic – powiedziałam to spokojnym,
zachrypniętym głosem patrząc się w chodnik. Pan „gapa” jednak zamiast odpuścić,
podniósł moją głowę i popatrzył mi w oczy, za którymi szkliły się jeszcze łzy.
Nie pytając o nic, przytulił mnie mocno do siebie. Zupełnie obcy mężczyzna sprawił,
że czułam się bezpiecznie. Tylko skąd wiedział, czego mi potrzeba? Przecież nie
jest jasnowidzem. Odkleiłam się od niego, gdy zobaczyłam Edytę. Popatrzyłam mu
w oczy, po czym wsiadłam do samochodu. Zdezorientowany siatkarz, nie wiedział,
co ma zrobić, wtedy podeszła do niego Edyta i się pożegnała. No tak, ona mu
wszystko wypaplała…
______________________________________________________________________
Jest i drugi. Dziękuję za wszystkie komentarze, nawet nie wiecie, ile radości mi sprawiają!
Miłego czytania!
Pozdrawiam :)
Hej! :)
OdpowiedzUsuńWczoraj wpadłam przypadkowo na twoje opowiadanie, jest bardzo ciekawe i dosyć tajemnicze :)
Ciekawi mnie kim jest ten pan "gapa" i jak dalej się wszystko potoczy! :)
Jednocześnie zapraszam także do siebie na www.kochaj-mnie-tak-jak-siatkowke.blogspot.com i jeśli możesz to i tam informuj mnie o nowych rozdziałach :)
Pozdrawiam, Monika :*
jest! udało się z tajemniczością :)
Usuńdziękuję za miłe słowa i wpadnę na pewno do Ciebie :)
Przepraszam nawalam z komentowaniem. Świetny rozdział ciekawe na kogo "wpadła". Pozdrawiam i zapraszam na nowy rozdział http://kedzierzynskie-szczescie.blogspot.com/
OdpowiedzUsuń