wtorek, 22 lipca 2014

Osiem


Piękny dzień, słońce świeci, a ja, biedna kaleka, na wykłady. Na szczęście, wczoraj, Kamil zaproponował mi podwózkę. Tak więc po zjedzeniu śniadania oraz przebraniu się, wysłałam smsa Kamilowi, że już jestem gotowa i może po mnie zejść. Po trzech minutach witałam go całusem w policzek, a po pięciu już zapięta w samochodzie, na dobry początek dnia, zaczęłam sobie śpiewać.
- No proszę cię, wszytsko, ale nie to o takiej godzinie – czy on coś sugeruje?
- Sugerujesz, że brzydko śpiewam? No ja wiem, jakąś Katy Perry czy Shakirą nie jestem, ale tragicznie chyba nie ma. Poza tym uważasz, że godzina dziewiąta to wcześnie? Kiedy ty ostatni raz normalnie pracowałeś?! 
- Dobra, cicho już. Po prostu wczoraj poszedłem bardzo późno spać.
- Mam nie wnikać czy mogę?
- Po prostu musiałem sam pobyć ze sobą i przemyśleć wiele spraw. A ty myślałaś o tym Penchevie? – wypalił
- Ja? A niby dlaczego miałabym o nim myśleć? Przecież to ty sobie coś uroiłeś…
- Czyli myślałaś – szturchnął mnie łokciem
- Patrz na drogę! Oj, no, po prostu wysłał mi wiadomość z pytaniem jak się czuję i prośbą o numer telefonu…
- Podałaś mu? – zapytał
- Nie – odpowiedziałam krótko – znam go za mało, by robić takie rzeczy – wystawiłam język
- Mi dałaś po pięciu sekundach, ale rozumiem, mój urok osobisty cię oślepił i byłaś wklejona we mnie jak w obrazek
- Ależ oczywiście, pamiętam to jak wczoraj. Ten sok pomarańczowy na mojej sukience też!
- Dobra, było minęło, dawno i nieprawda. Przecież wiesz, że cię kocham – jego oczy zaświeciły się, a ja w odpowiedzi dałam mu buziaka w policzek – To co z tym Penhewem?
- Weź się już od niego odwal! Całe szczęście, że dojeżdżamy! Dzięki za podwózkę. Wrócę sama. Cześć – uciekłam czym prędzej z samohodu, nie było to łatwe, ale jakoś sobie dalam radę
Po czterech godzinach wykładów, nie miałam ochoty dłużej siedzieć i gnić w czterech ścianach uczelni. Włożyłam słuchawki do uszu i udałam się na autobus. Na szczęście nie był daleko od szkoły. Okazało się, że móje kochane 18 będzie za chwilę. Jednak jakoś nie bardzo miałam ochotę na jazdę. Postanowilam się przejść kawałek, może nawet do następnego przystanku. Z moimi kulami mogę iść wszędzie! W uszach dźwięczą mi francuskie piosenki, a ja gnam przed siebie! Wszystko byłoby piękne do momentu zderzenia z jakimś głupkiem. Wpadł we mnie z taką siłą, że poleciałam jak długa, a moje kule w tym momencie nie pomagały. Klnęłam pod nosem jak tylko mogłam, a temu bydlakowi posłałm tak mrożące krew w żyłach spojrzenie, że sama jakbym się widziała to bym padła i zamieniła się w trupa.
- Łał, nic ci nie jest? Czekaj, pomogę ci – rzępolił
- Wszystko świenie, od małego marzyłam, aby turlać się po ulicach – posłałam mu jeszcze gorsze spojrzenie i sarkastyczny uśmiech, po czym wstałam, na tyle, ile umiałam. Gościu od stłuczki chciał mi pomóc, jednak zdzieliłam go kulą i zagroziłam, aby się do mnie nie zbliżał
- Ale ja cię naprawdę przepraszam, nie wiem jak to się stało
- No cóż, następnym razem proponuję patrzeć przed siebie - burknełam
- W geście przeprosin, zapraszam na kawę
- Nie, dziękuję – co on sobie myśli?! Gówniarz jeden, ale cholera przystojny, pewnie się oglądał za jakąś laską – Spieszę się
- W takim razie proponuje podwózkę gdzie tylko chcesz!
- Ok, zgoda. Ty pojedziesz w tamtą stronę, a ja w tamtą – wskazałam na dwa różne kierunki. Gdybyście widzieli minę ważniaka… bezcenne!
- Ale… tak się nie da! – główkuj pacanie, pomyśl…
- I o to chodzi. Mam nadzieję, że się już nie zobaczymy. Miłego dnia! – uśmiech numer pięć i w drogę!
- Ale zaczekaj, jesteś brudna… mogę?
- Że co niby? – jakoś nie widziałam żadnej plamy… wtedy ten frajer podszedł do mnie i wyczyścił mi spodnie. Oczywiście, nie mogłam zobaczyć plamy, bo była na moim tyłku! Gdy tylko poczułam jego dłonie na swojej części ciała, nie wytrzymałam i przywaliłam gościowi z całej siły. Nie powiem, zabolało i jego, i mnie
– NIE DOTYKAJ MNIE, ZBOCZEŃCU! – rzuciłam tylko i jak najszybciej teleportowałam się stamtąd. Zaraz obok był postój taksówek. Wsiadłam w jedną i pojechałam do domu. Co to miało być? Nie bardzo rozumiem zachowania tego gościa. Gdy wysiadłam z samochodu udałam się do Kamila. Może będzie w mieszkaniu. Nie myliłam się, był. Opowiedziałąm mu całą historię, a ten zaczął się śmiać. Prawie nie pękł ze śmiechu. No fajnie, szkoda tylko, że ja nic śmiesznego w tym nie widziałam.
- Więc mówisz, że go uderzyłaś? Hahaha, dobre… zaraz się popłaczę…
- Kamilku, podejdź do mnie – powiedziałam miłym głosem. Kamil podszedł, a ja zdzieliłam do poduszką – To nie jest śmieszne, rozumiesz?! – no ale w tym momencie zadzwonił dzwonek do drzwi – co, pewnie jakaś gorąca laska albo staruszka do napalonego zboczeńca? – jak ja go kocham denerwować! Jednak Kamil podszedł do mnie, zbliżył swoją twarz i powiedział:
- Napalony to ja jestem, ale na kogoś innego – a przy okazji puścił oczko… ok, to było dziwne i zabawne! Chyba…
- No siema stary, już myślałem, że nie przyjdziesz. A co ty taki nie w sosie?
- Jakaś laska mnie uderzyła…
- Było nie chodzić do burdelów? – Kamil jak zwykle ma wenę – Chodź, przedstawię ci koleżankę, a w sumie to nawet przyjaciółkę. Tomek to Ania. Ania to Tomek
- To znowu ty?! – no zgadnijcie kto to był. TAK! Właśnie ten frajer, który wpadł na mnie wcześniej
- To wy się znacie? – spytał nieśmiało Kamil
- Tak, nie, trochę. To jest ten buc, który na mnie wpadł!
- Ej, wypraszam sobie te obelgi! To jest twoja dziewczyna? Niezłą ma rękę, co, w łóżku też taka ostra? – zwrócił się do Kamila, a ja za te słowa znowu mu przywaliłam, tym razem jeszcze mocniej
- Hamuj się, ty patafianie!
- Ej, uspokójcie się! Rozumiem, że wasze poprzednie spotkanie do najmilszych nie należało, ale oboje jesteście moimi przyjaciółmi, więc się jakoś zachowujcie. I nie, Tomek, to nie jest moja dziewczyna
- Ale już ją pyknąłeś czy jesteś w trakcie?
- Tomek, opanuj się! Co w ciebie wstąpiło?
- Jak to co, debilizmu i głupoty nie da się wyleczyć – byłam tak wściekla na tego Tomka, że mogłam go zabić bez żadnych wyrzutów sumienia
- Widzisz, to ona zaczyna! – wrasznął Tomek
- Kurde, a co my, w predszkolu jesteśmy?! Ogarnijcie dupy! Musicie się jakoś dogadać, bo będziecie mieli wspólny cel do zrealizowania
- Co?! – oboje krzyknęliśmy z Tomkiem
- Ale jak to? – spytałam
- Wszystkiego się dowiecie, ale w swoim czasie. Ja musze na chwilę wyjść, a wy tutaj zostajecie i się poznajecie
- To ja już wolę iść do siebie – już zabierałam tyłek, ale ten idiota Kamil zamkął nas na klucz w jego mieszkaniu. No ładnie się zaczyna….
- Więc jesteś Ania…?
- A co, coś ci nie pasuje? Nagle się miły zrobiłeś? – nie polubię go
- Ej, przecież wpadłem na ciebie przez przypadek, przeprosiłem i zaproponowałem kawę, to ty zachowałaś się jak wariatka!
- Dobra, dobra, ulatniam się stąd – na szczęście, w torbie mam klucze od mieszkania Kamila, tak na wszelki wypadek, czyli dzisiaj. Podeszłam do drzwi, otworzyłam je, przeszłam przez nie i zamkęłam kolesia w środku. Sama udałam się do siebie myśląc o tym, jakich jeszcze kretynów w życiu spotkam.

______________________________________________________________________
nowy bohater, czy słusznie?
sama nie wiem, będę myśleć co dalej :)
pozdrawiam! :*

wtorek, 8 lipca 2014

Siedem


- Chciałem cię przeprosić, za wszystko – powiedział do mnie, gdy usiedliśmy w salonie – zachowywałem się tak, bo się o ciebie martwię, czuje się za ciebie odpowiedzialny i dlatego wynikło to, co wynikło
- No no, nie spodziewałam się tego. Zależy mi na naszej przyjaźni, więc zapomnijmy o tym, co się wydarzyło. Może na zachętę ugotujemy razem obiad? – chciałam jakoś załagodzić atmosferę, a tak poza tym, to byłam głodna
- Jasne, że ci pomogę, łamago – rzucił we mnie poduszką
- Ej! Tylko nie łamago, nie moja wina, że tam coś było!
- Ta, jasne, ty to nawet na pustyni sobie coś złamiesz – wystawił język
- Też cię kocham – przytuliłam się do niego, ale tylko po to by zaraz zacząć wbijać mu palce w żebra. Bolało, ale mnie, przez tą jego górę mięśnie, kości i Bóg wie czego nie dało się przejść. Co on je? – Ała! Nie wiem jak twoja żona z tobą wytrzyma… - zrobiłam smutną minkę
- Może dasz jej jakieś wskazówki?
- Chciałbyś. Niech się sama z tobą użera. A propos… znalazłeś już kogoś?
- Tak…
- Kto to jest? – pytałam zaciekawiona
- Stoi przede mną i ma złamaną nogę – rozmarzył się – i bardzo ją kocham – wysłał mi buziaka w powietrzu
- Wal się, nie chcę cię! – pożałowałam tych słów, gdy Kamil wziął mnie na ręce i zaniósł do kuchni po czym powiedział:
- Do garów kobieto!
Bezczelny! Jak to tak może? Jednak gdy jakoś wyciągnęłam makaron i sos, od razu się do mnie przyłączył. Taki zwierzaczek z niego.
- Ania… - odezwał się w pewnym momencie
- Tak?
- A ty z Niko to tak na poważnie?
- Na poważnie co?
- No to wszystko…
- To znaczy? – byłam zdezorientowana – przecież między nami nic nie ma
- Jak to nic nie ma? Przecież on na ciebie patrzy tak, że najchętniej to by od ciebie nie odchodził
- Kamil, bredzisz.
- No a spacer? – drążył
- Jeden raz. Przecież z tobą też chodzę na spacery. Ogarnij się. Między nami nic nie ma – w tym momencie usłyszałam dzwonek do drzwi, które poszedł otworzyć Kamil
- Ania, ktoś do ciebie, wpuścić? – gdy to usłyszałam, wychyliłam się, aby zobaczyć kto przyszedł
- Łukasz, no jasne, wchodź. Właśnie robi się obiad, zjesz z nami? – powitałam gościa buziakiem w policzek
- Nie, nie, ja tylko na chwilę. Przyszedłem pokazać jak ładnie goi się to, co opatrzyłaś, jednak widzę, że ty się lepiej bawisz – spojrzał na moją nogę
- Tak, tak, przecież kobiety zawsze są we wszystkim lepsze – zaśmiałam się
- Kłóciłbym się, ale masz rację – odpowiedział Łukasz. Kobiety vs mężczyźni 1:0
- Za nami nie wygrasz – zaśmiałam się jeszcze bardziej.
Nałożyłam makaron na talerze i zawołałam mężczyzn do stołu. Po zjedzonym posiłku moi mężczyźni poszli, oczywiście po wcześniejszym wymyciu naczyń. Zostałam sama z czego się bardzo cieszyłam, bo mogłam odpocząć. Zaczęłam się zastanawiać czy Kamil odnośnie Nikołaja miał rację. Czy on coś do mnie czuje? Bo po co by przychodził do mnie i wyciągał na spacer? Ale z drugiej strony przecież to nic zobowiązującego. Ważne, że pozbyłam się raz na zawsze Pawła.
Gdy tak sobie rozmyślałam, w międzyczasie przyszła Edzia. Zmęczona podgrzała sobie obiad i z talerzem w ręku przysiadła się do mnie.
- Nad czym tak myślisz, złociutka?
- Nad życiem. Może w wakacje wybierzemy się do Francji?
- Ooo, jaka miła propozycja. A co, myślisz, że umiesz na tyle francuski, żeby zostać moim przewodnikiem?
- Tak, tak właśnie myślę. Zabierzemy Kamila i zrobimy sobie tour de France
- Ależ nie ma problemu. Odpowiada mi twój tok myślenia.
Po przegadaniu jakiejś godziny postanowiłam, że pójdę wskoczyć w moją piżamkę i odpalnę laptopa w poszukiwaniu skarbu. Oczywiście, pierwsze co zrobiłam to weszłam na stronę najpopularniejszego portalu społecznościowego. Dwie wiadomości. Hm, interesujące. Jedno od Kamila, wysłał mi pięćset emotikonek, normalny to on nie jest. Druga wiadomość była od Pencheva.
„Przepraszam, że w formie wiadomości, ale chciałbym się dowiedzieć jak się czujesz. Zapomniałem wziąć od Ciebie numer telefonu, więc proszę o to teraz, by na przyszłość unikać takich sytuacji jak ta. Pozdrawiam”
Czy on nie jest kochany? I jeśli naprawdę coś do mnie czuje? Ee, tam. Przyjdzie, powie to wtedy się będę zamartwiać. Odpisałam mu, że dobrze się czuję, ale na numer to musi sobie zapracować. Niech się męczy, a co!
Po przeglądnięciu reszty stron internetowych, poszłam spać. Jutro w końcu muszę iść na wykłady, a teraz zajmie mi to trochę czasu.


_________________________________________________________________________
czy ktoś tu jeszcze jest?
przeprasam, że dopiero teraz, ale pomimo wakacji mam tak zawalone całe dnie, że nawet nie wiem, kiedy mam iść spać
za ewentualne błędy przepraszam, idę spać :)

sobota, 14 czerwca 2014

Sześć


Niedziela upłynęła mi bardzo szybko. Mimo tego, że nie robiłam nic sensowego oprócz ćwiczeń, uczenia się i oglądania telewizji. Około dwudziestej usłyszałam dzwonek do drzwi. Edyty nie było, więc poszłam otworzyć. 
- Cześć – usłyszałam przywitanie od Nikołaja
- Hej – odpowiedziałam lekko zdziwiona – Wejdź, proszę
- To dla ciebie – zza pleców wyciągnął bukiet tulipanów
- Dziękuję – uśmiechnęłam się. – Usiądź, a ja włożę bukiecik do wody – poszłam po jakiś flakon, nalałam do niego wody i wsadziłam kwiatuszki – Ładne, merci beaucoup – uśmiech nie schodził mi z twarzy. Przez chwilę trwaliśmy w milczeniu, do momentu pytania Niko:
- Nudzisz się?
- A masz jakiś pomysł? – pytanie za pytanie
- Spacer?
- Teraz? Jak jest ciemno i zimno? – nie bardzo widział się mi ten pomysł
- Ale za to, w jakim towarzystwie! Ciepło się ubierzesz, lampy świecą, a jak cos to masz obok mnie – puścił oczko
- Okej, daj mi chwilkę – skierowałam się do pokoju, aby się przebrać. Ubrałam dżinsy, gruby niebieski sweter, czarne ciężkie botki i skórzaną kurtkę. Przewiązałam się jeszcze szalem i mogłam ruszać – Jestem gotowa.
- Tak szybko? Szacun. – szczerze mówiąc do prawie każdy się dziwi, że nie szykuję się długo – no, bo, po co?
- Jak coś mogę się wrócić i poszperać w szafie – zażartowałam, ale Niko natychmiastowo znalazł się przy drzwiach.
- Proszę – przepuścił mnie w drzwiach, ale ja i tak musiałam je zamknąć, więc wygoniłam go na klatkę. Po wyjściu z budynku skierowaliśmy się przed siebie. Miałam spytać czy Niko ma jakiś plan, ale w sumie doszłam do wniosku, że jak coś będzie chciał, to mnie tam zaprowadzi.
- Więc grałaś w siatkówkę i nadal się nią interesujesz. Przebierasz się w mniej niż 10 minut i fotografujesz. Masz jeszcze jakieś ukryte talenty?
- Jak się wkurzę to nie ma przebacz, więc lepiej mnie nie wkurzaj.
- To ma być talent?
- No tak, niewiele dziewczyn tak potrafi. A, i przy tym mogę mocno uderzyć. Wszędzie – chciałam spojrzeć na niego groźnym wzrokiem, ale jego mina mnie tak rozwaliła, że zaczęłam się śmiać
- Ze mnie się śmiejesz?
- Przepraszam, ale masz tak rozbrajającą minę, że nie mogłam się powstrzymać – nadal się śmiałam i, co najgorsze, nie mogłam się przestać śmiać
- Ze mnie się śmiejesz, tak? Ja ci dam śmianie się ze mnie! – zaczął mnie gonić, próbowałam uciekać, lecz potknęłam się o coś i upadłam. Bolało. Kostka bolała.
- Matko, Ania, nic cie nie jest?! Boli cię coś? Możesz ruszyć nogą? – Niko zasypał mnie pytaniami
- Boli mnie kostka i chyba nie mogę na niej stanąć. Pomożesz mi?
- Tak, oczywiście, ale powoli, nic na siłę – próbowałam na niej stanąć, lecz nie dałam rady
- Niko, nie dam rady na niej stanąć. Zadzwonię do Edyty albo Kamila, on ma samochód to mnie odwiezie do domu.
- Gdzie i kto? Nie ma szans, nie zostawię cie tak. Albo biorę cię na ręce, albo dzwonię po taksówkę.  I bez dyskusji. To ci się na pewno samo nie wyleczy!
- Okej, w takim razie dzwoń po taksówkę – siatkarz wyjął telefon i zadzwonił. Taksówka miała być za pięć minut. I była. Trochę daleko od nas. Bałam się jak sobie poradzę, ale Niko wziął mnie na ręce. Hm, w sumie było nawet wygodnie. Gdy wsiedliśmy do auta, Niko poprosił o kurs: „Do szpitala”. Po kilkunastu minutach znaleźliśmy się w środku budynku.
Po zarejestrowaniu się, czekaliśmy na lekarza. Niko nie mógł sobie wybaczyć, że znaleźliśmy się tutaj:
 - Ja cię naprawdę bardzo, bardzo przepraszam! To moja wina! Gdy nie mój głupi pomysł, nie byłoby cię tu teraz
- Ej, Niko, przestań. To nie jest twoja wina.
- Zawiniłem, więc teraz muszę odpokutować. Będę twoim szoferem, kucharzem i kimkolwiek tylko będziesz chciała
- Nie jesteś temu winny, ale druga część mi się jak najbardziej podoba – uśmiechnęłam się. W tym momencie zwolniło się miejsce w pracowni rentgenowskiej, więc pielęgniarka zawiozła mnie na prześwietlenie. Na zdjęciu wyszło, że mam dość brzydko złamaną nogę, na szczęście bez przemieszczenia i nie trzeba było nastawiać. Założono mi gips, z którym musiałam paradować od czterech do sześciu tygodni.
- Szoferze, wezwij limuzynę, panna wraca do domu – zawołałam do siatkarza. Zdziwił się, że jestem w tak świetnym nastroju. W sumie nawet nie wiem czemu. Poprosiłam, by udał się do sklepu medycznego, który był obok i kupił mi kule, bo jakoś muszę chodzić, po czym  Niko wezwał taksówkę i pojechaliśmy do domu. Całe szczęście, że mamy windę w bloku. Po dotarciu pod drzwi mieszkania, podziękowałam, mimo wypadku, za spacer. Było naprawdę miło. Zawodnik wymusił uśmiech na swojej twarzy i mocno mnie przytulił, przy czym dodał:
- Trzymaj się. Dobranoc.
Gdy weszłam do mieszkania, Edyta akurat wychodziła z łazienki. Gdy zobaczyła mnie o kulach, szybko podbiegła i zadawała milion pytań gdzie, dlaczego, po co i jak to się stało. Ja tylko odpowiedziałam:
- Niko, spacer, bum i gips. Cztery tygodnie będziesz mi usługiwać, bejbe.
- Cztery tygodnie?!
- Albo sześć – odpowiedziałam z dumą
- Porażka… zrobić ci coś do picia, jedzenia? Pomóż w czymś? – jaka pomocna, jak nigdy! Ale nie będę jej dzisiaj już wykorzystywać. Poszłam pod prysznic. Jakoś dałam radę. Moja prawa noga uziemiona, bo uziemiona, ale da się żyć. Gdy już się ogarnęłam, poszłam spać. Szpital i to wszystko wyciągnęło ze mnie całą energię.
Nazajutrz przywitało mnie pyszne śniadanko przygotowane przez przyjaciółkę. Po krótkiej chwili opuściła mnie jednak, ponieważ musiała iść do pracy. Ja powinnam iść na zajęcia, ale dzisiaj sobie odpuszczę. Po zjedzeniu jajecznicy, chciałam się przebrać w wygodne ciuchy. Jednak, gdy wstałam, usłyszałam dźwięk dzwonka do drzwi.
- Nikołaj. A co ty tutaj robisz tak wcześnie? – wpuściłam chłopaka do środka
- Mam nadzieję, że cię nie obudziłem. Chciałem sprawdzić jak się czujesz.
- A dziękuję. Jest okej, co prawda nie mogę biegać, ćwiczyć i kopać nogami, ale jakoś to przeżyję.
- Proszę, to na pocieszenie i przeprosiny – wręczył mi w ręce ogromną Nutellę!
- Głupi jesteś. Siadaj. – otworzyłam słoiczek, dałam mu jedną łyżeczkę i nakazałam jeść. Sama tego nie zjem, a Edzi nie dam. Gdy gadaliśmy o wszystkim i niczym, usłyszałam znowu dzwonek do drzwi. Po otworzeniu ich ujrzałam Kamila.
- Hej, coś potrzeba? – uśmiechnęłam się do niego
- Dlaczego jesteś ty, a nie Edyta? – miłe powitanie, nie ma co.
- Ponieważ Edyta jest w pracy.
- A ty nie na zajęciach? – zapytał zdziwiony. W tym momencie spadła mi jedna kula i nie bardzo chciało mi się po nią zginać, wiec poprosiłam o to Niko. Gdy Kamil ujrzał siatkarza trochę się zdziwił, ale zdziwił się jeszcze bardziej, kiedy zobaczył mnie o kulach.
- Matko, co ci się stało?!
- Złamałam nogę. Tyle. – powiedziałam spokojnie.
- Ale kiedy? Dlaczego do mnie nie zadzwoniłaś?
- A dlaczego wtedy wyszedłeś? – dlaczego to powiedziałam? A bo ja wiem… - Poza tym był ze mną Niko.
- Ty to masz szczęście. Zawsze obok ciebie kręci się jakiś facet – powiedział coś pod nosem, ale go nie zrozumiałam
- Mówiłeś coś?
- Tak, że zawsze się połamiesz. Jak to się stało? – spytał wchodząc do mieszkania
- No po prostu się potknęłam. Byliśmy z Niko na spacerze i…
- Dzisiaj? – przerwał mi
- Jak dzisiaj, wczoraj, pacanie. Co najmniej cztery tygodnie jestem uziemiona. Je ne veux pas! Mais… je dois… - zrobiłam smutną minę. Wiem, że moi koledzy nic z tego nie zrozumieli, ale trudno, czasami gadam po francusku, tak mnie to wciągnęło.
- Ania, słuchaj, ja już będę leciał. Wpadnę do ciebie później – Niko podszedł do mnie i pocałował w policzek na pożegnanie
- Jasne, do zobaczenia – uśmiechnęłam się i zwróciłam do Kamila – A ty? Zostajesz czy wychodzisz?
- Zostaję, musimy pogadać.


______________________________________________________________________
da bum tss!
mamy coś takiego, podoba się?
pozdrawiam :)

poniedziałek, 2 czerwca 2014

Pięć


- To, za co pijemy? – Kamil… 
- Jak to, za co? Za superhiper fajne urodziny naszej królowej! – może ty Edzia już więcej nie pij, wstyd mi za ciebie…
- Więc za naszą kochaną Anię i jej wszystkie marzenia, łącznie z tym – w tym momencie Kamil wyciągnął z kieszeni kurtki jakiś papierek – Proszę – dał mi go
- Dziękuję, a co to jest? O NIEEEEEEEEEEEEEEEEE! JACIEŻ PIERDZIELESZ! Kpisz sobie?!- wiecie, co tam było? To były BILETY NA MISTRZOSTWA ŚWIATA W SIATKÓWCE, oczywiście na mecze Polski – Kamil, kocham cię! – rzuciłam się na przyjaciela – Dziękuję!!!!
- Cała przyjemność po mojej stronie. Wiedz, że jesteś dla mnie najważniejsza – dałam mu buziaka w policzek, nosz po prostu go uwielbiam!
- Ale wy oczywiście też macie takie bileciki, prawda? Albo wszyscy, albo nikt – spytałam radośnie
- Ależ oczywiście, czegoś takiego nie można odpuścić – powiedziała Edyta
- W takim razie chodźmy potańczyć – Cała trójka zerwała się do tańca
Po kilku piosenkach wyczerpani wróciliśmy do stolika. Wtedy zauważyłam starego znajomego. W sumie to podkochiwałam się w nim jak byłam mała. Hm, teraz też z niego niezłe ciacho.
- Łukasz, co ty tutaj robisz? Nie jesteś w Stanach?
- Ania! Hm, dzięki za miłe przywitanie – powiedział z nutką rozczarowania w głosie. Podeszłam bliżej do niego i przywitałam się porządnie. Buziak w jego lice nie zaszkodzi nikomu – No, to rozumiem. Mogę się do was przyłączyć?
- Tak, oczywiście. Edytę znasz, a to mój przyjaciel Kamil – przedstawiłam sobie panów. Coś tam powiedzieli do siebie, ale miałam wrażenie, że za sobą raczej przepadać nie będą. Mówi się trudno
- A co to za okazja do świętowania? – spytał Łukasz
- Nieskromnie chwaląc się obchodzę dzisiaj swoje urodziny - powiedziałam dumna i zadowolona z siebie
- O, w takim razie proszę jubilatkę do tańca – Łukasz zrobił piękny ukłon i podał mi rękę. Jak się bawić, to się bawić. Ktoś chciał, że trafiliśmy na wolny kawałek. Wirowaliśmy wolno w rytm muzyki. Raz obrót, drugi raz obrót i prawie poleciałam w dół przy pozycji, gdy partner obejmuje swoją partnerkę i przechyla ją do tyłu. Nie mam pojęcia jak ona się nazywa. Paweł mnie tego nie nauczył, a szkoda, byłoby w życiu łatwej. Reflektory biły po oczach i nic nie widziałam, za to doskonale słyszałam, jak Łukasz szepnął mi do ucha: „Pięknie wyglądasz” i musnął po policzku. Heloł? Po krótkiej chwili piosenka się skończyła, więc wróciłam do stolika. Łukasz poszedł po drinki. Gdy usiadłam obok Kamila, jego wzrok mówił: „Zabiję jego, potem ciebie, a na końcu siebie”. Spytałam:
- No, co?
- Jak to, co? Nie widzisz, że cię podrywa?! Kto to w ogóle jest?
- Kamil, uspokój się. To mój dawny znajomy. I nic wielkiego się nie stało
- Jak się nie stało? Nie widzisz, że on chce cie tylko przelecieć?
- Słucham?! Jak możesz? A jeśli nawet to, co cię to obchodzi? – trochę mnie wkurzył
- Jak to, co mnie obchodzi? Martwię się o ciebie, proste.
- Nie potrzebnie. Poradzę sobie. - zabrałam torebkę i wyszłam z klubu. Zatrzymałam się obok niego. Ja wiem i rozumiem, że Kamil się o mnie martwi, ale nie musi być zazdrosny o Łukasza. Przecież ani pomiędzy jednym, ani drugim a mną nic więcej nie ma i nie będzie. Weź tu zrozum facetów. Po chwili poczułam na swoich ramionach kurtkę. Odwróciłam się i ujrzałam… Pawła.
- Co ty tu robisz? Śledzisz mnie?! – czy on naprawdę nie rozumie słowa „nie”?
- Spokojnie. Przechodziłem obok i cie zobaczyłem. Tyle.
- Nie wierzę ci. Po prostu już w twoje żadne słowo nie wierzę. Odczepisz się w końcu ode mnie?
- Ania, wszystko w porządku? – usłyszałam głos Edyty i Łukasza
- Prawie – odparłam
- Co ty tu robisz? – spytała Edyta widząc mojego byłego. W międzyczasie padła pytanie z ust Łukasza: - Kto to jest?
Ja natomiast zmartwiłam się nieobecnością Kamila. Czyżby był na mnie aż tak zły i poszedł się uchlać w trzy dupy? Krótko rzuciłam:
- Gdzie Kamil?
Nie usłyszałam odpowiedzi, więc ponowiłam pytanie. Nadal nic. Cisza. Nie chcę, by stało mu się coś przez moją osobę. Nakazałam Edycie i Łukaszowi „zapoznania” się z Pawłem, a sama wróciłam do klubu. Po chwili usłyszałam: „Więc to jest ten kretyn, który zranił Ankę?”. W tym momencie nawet mnie Malo interesowało, dlaczego się drze na całe gardło i skąd wie. Chciałam znaleźć Kamila i go przeprosić. Znalazłam go przy barze, gdzie podeszłam do niego, mocno przytuliłam i powiedziałam cicho „Przepraszam”.
- No już, nie gniewam się. Zastajemy tutaj, idziemy gdzie indziej czy wracamy do domu? – zapytał ot tak
- To może wzbogacimy się o bluetkę wina, albo dwie, i wrócimy do domu.
- W dwójkę, trójkę czy czwórkę? – kurczę, zagiął mnie trochę. Rzuca się o Łukasza, a teraz go wymienia? Jego oczy mówiły „w dwójkę”? nie, one na pewno mówiły „w trojkę”.
- W trójkę, jeśli Edzia chce się przyłączyć.
Wyszliśmy z klubu i skierowaliśmy kroki do Edyty wraz z tym bydłem. Edzia opierała się o ścianę, gdy tamtych dwóch prawie się nie pozabijało. Pomyślałam sobie „serio?”. Czy oni są normalni? Nie chciało mi się dyskutować ani nic, dlatego zagarnęła Edytę i powiedziałam jej, że mamy plan wrócenia do domu. Spojrzałam na Pawła i Łukasza. Nic im się nie stało, dali sobie parę razy po mordzie. W umie to Łukasza uratowało tylko to, że Paweł ledwo trzymał się na nogach i nie mógł w nic trafić. Inaczej by go chyba dosłownie zabił. Łukasz miał pękniętą wargę, dlatego postanowiłam, że pójdzie z nami do mieszkania. Kamil nie był do końca zadowolony, ale nie miał innego wyjścia. Przecież nie zamierzam mu z nim spać. Jak na razie… Po piętnastu minutach taksówką znaleźliśmy się w moim i Edzi mieszkaniu.
- Kamil, pomożesz mi? – spytałam, gdy szłam w kierunku kuchni. Tam mamy całą apteczkę i tym podobne rzeczy. Edyta zaprowadziła Łukasza do łazienki, by zobaczyć jak wygląda.
- Tak, oczywiście – po chwili jednak powiedział – Wiesz, że mu nie ufam i to, że ma rozciętą wargę nie oznacza, że urósł na bohatera w moich oczach.
- Tak, wiem, wiem. Ale musiałam mu pomóc.
- Mi jeszcze aż tak nie pomogłaś – trochę nie zrozumiałam wyrazu „aż tak”. No, ale.
- Bo nigdy nie miałeś rozwalonej wargi – uśmiechnęłam się
- Przecież wiesz, że zrobiłbym dla ciebie wszystko.
- Czy ty jesteś o mnie zazdrosny? – nie wytrzymałam
- Nie, ja? Dlaczego niby? – oburzył się, lecz po chwili dodał cicho – a nawet jeśli to co?
- Ale dlaczego zazdrosny? Przecież zawsze będę obok ciebie. Nigdy cie nie zostawię, no chyba, że się ożenisz i nie będziesz mną zainteresowany – zażartowałam. Kamil patrzył na mnie przez chwilę trochę dziwnym i tępym wzrokiem, lecz po chwili podszedł do mnie bliżej, a z nim podeszła jego twarz. Patrząc się w me oczęta chciał cos powiedzieć, ale nagle wpadła o nas Edyta z pytaniem: „Co wy tak długo tutaj robicie?”, a Kamil nagle odskoczył. Nie powiem, że mnie nie zaskoczył, dlatego czym prędzej poszłam do Łukasza i opatrzyłam mu ranę. Zaproponowałam również, aby został u nas do rana, ale odmówił. Zapowiedział jednak, że będzie naszym częstym gościem. Po kilku minutach Łukasz poszedł do siebie. Edyta balowała w łazience pod prysznicem, a ja z Kamilem zostaliśmy w salonie. Cisza. Po prostu cisza. Miałam mętlik w głowie, dlatego nie odzywałam się przez chwilę. Po krótkim czasie powiedziałam:
- A widzisz, Łukasz nie jest taki zły. To bardzo fajny kolega. A wiesz, że ja się w nim kiedyś podkochiwałam? – palnęłam jak głupia nie myśląc, co mówię. Spojrzałam na Kamila. Chyba go załamałam, ale cholera, czym?! Ja się po polskiemu pytam: czym!?
- Lepiej będzie jak już pójdę – powiedział Kamil wstając.
- Ale już? Tak szybko? – chciałam jakoś ratować sytuację.
- Tak, zmęczony jestem. Do zobaczenia jutro – otworzył drzwi, przeszedł przez nie i je zamknął. Nie wiedziałam do końca, o co w tym wszystkim chodzi, ale wiedziałam jedno. Przez kilka dni muszę unikać facetów, a w szczególności Kamila…


______________________________________________________________________
Z wielkim poslizgiem. Jak dla mnie tak jakoś dziwnie, ale same oceńcie.
Wiem, że również Wy dodajecie wiele postów i obiecuję, że nadrobię straty jak tylko to będzie możliwe.
Pozdrwaiam :)

piątek, 23 maja 2014

Cztery


5:31. Sobota. Jak widać mój organizm ma dość leniuchowania. Po dłuższej chwili wstałam i zaczęłam się rozciągać. W drodze do kuchni, wstąpiłam do łazienki. Załatwiłam, co swoje, wymyłam łapki i orzeźwiłam twarz. Nagle usłyszałam dźwięk silnika starej Syrenki – tak, to mój brzuch. Skierowałam się do kuchni, aby przyrządzić sobie pierwsze śniadanie. Omlet z owocami i kakao. Pychotka! Z przygotowanym talerzem wróciłam do pokoju, gdzie usiadłwszy na łóżku, odpaliłam laptopa. Trzeba sprawdzić, co się ciekawego dzieje w świecie. Oczywiście sportu. Reszta mnie jakoś nie interesuje. Oprócz tego przeleciałam wzystkie plotkarskie strony – w końcu jestem kobietą. Po zjedzeniu śniadanka, wzięłam się za ogarnięcie zdjęć. Im wcześniej zacznę, tym wcześniej skończę. Było ich naprawdę mnóstwo, jednak wybrałam te „najlepsze” i zaczęłam obrabiać. Nie lubie za bardzo podkręcać zdjęć. Zazwyczaj je wyostrzam, manipuluję poziomami i czasami nakładam winietę. Gdzieniegdzie nasycam barwy, ale w sumie to zależy od kontekstu i zdjęcia. Zeszło mi na tym około trzech godzin. Jedno zdjęcie było naprawdę, naprawdę boskie. Akurat z panem „gapą”. Przypadeg? Nie sondze. Po takim czasie mój brzusio znowu zaczął się domagać papu, więc poszłam, wzięłam jabło, umyłam je  i w sekundzie pochłonęłam. Postanowiłam, że się jeszcze położę, a nuż zasnę. No, ale nie zasnęłam. Hm, może to dobrze. Było po dziewiątej. W kuchni usłyszałam krzątanie Edyty, więc poszłam do niej, by porozmawiać o tym, co się działo wczoraj. 
- CO TO MA ZNACZYĆ?! – matko, ale na mnie wyskoczyła!
- Mile przywitanie… Jak to co? Kuchnia… - odparłam
- Chyba sobie żartujesz! To jest jakieś pobojowisko, a nie kuchnia! – napawdę nie wiem o co jej chodzi..
- Robiłaś kiedyś omlet o piątej rano? Nie chciałam cię budzić, dlatego nie sprzątałam po sobie – naprawdę, zrobiłam to dla niej, żeby sobie pospała. Ja zawsze po sobie sprzątam, jestem zdania, że kucharz ma za sobą posprzątać. Ale są wyjąki takie jak dziś. – Ty mi lepiej powiedz, co miało to wszystko wczoraj oznaczać? Sesja, Niko, herbatka. Zasadził ci ktoś w coś czymś kiedyś? 
- No tak jakoś wyszło. Pamiętasz, że na tym meczu, z którym byłaś z tym obleśnym gadem, ja łaziłam po zawodnikach i o coś ich pytałam? No, to kiedy podeszłam do przystojnego Bułgara z napisem Penchev na koszulce, zamiast ja się o coś spytać, to on się spytał. O ciebie. Więc mu trochę nagadałam o tobie. Patrzył na ciebie jak w obrazek. Więc potem jakoś sobie przypomnialam o tej sesji. Ciąg dalszt znasz.
- Podrzuciłaś mu ten filtr, prawda? – łagodnie spytałam
- Tak,i dzięki mnie znacie się lepiej, bliżej, bardziej – uśmiech nie schodził jej z twarzy. Ja natomiast uśmiechnęłam się blado i wróciłam do pokoju. Chwyciłam za pendrive’a, na którym były już ulepszone zdjęcia. Wrócilam do kuchni i rzuciłam go Edycie.
- Masz, są tam między innymi zdjęcia przystojnego Bułgara – puściłam jej oczko, po czym poszłam do łazienki się przebrać. Kwiecień, ciepły kwiecień. Jeszcze takiego w Polsce nie spotkałam. Ubrałam dżinsy, koszulę w kratę i kolorowe skarpetki.
Gdy wyszłam z łazienki, Edyta zapytała:
- Robisz dzisiaj coś sensownego?
Lecz zanim jej odpowiedziałam, usłyszałyśmy dzwonek do drzwi. Poszłam je otworzyć. Stał tam kurier z wielkim bukitem bialych tulipanów. Uwielbiam te kwiaty. Po upewnieniu się czy na pewno nazywam się Markiewicz Anna, podpisaam papierek i otzymałam kwiaty. Na szczęście był bilecik. Na nieszczęście od Pawła.
- „ Miłego weekendu, do zobaczenia później. Kocham Cię. Paweł”. Popatrz jakie to romantyczne. Przedtem się tak nie starał. Po moim trupie „do zobaczenia” – powiedziałam do Edzi. Ona jednak była zafascynowana liczeniem ilości róż. – No, ile ich jest?
- 21. Piękne oczko. Twój przyszły wiek – w tym momencie olśniło nas obie. Kurde, przecież ja się urodziłam z dzisiaj na jutro. To znaczy, z ósmego na dziewiątego kwietnia. Prawie bym zapomniała o swoich urodzinach… Dzięki Paweł! Twoja zdrada była wymarzonym prezentem urodzinowym… - Weź je sobie, spal, utop, wyrzuć, potargaj, byle zdala ode mnie – powiedziałam i wręczylam je Edzi
- No dobrze. Zaraz je wyrzucę, albo komuś dam – powiedziała trochę zrezygnowana – Ale zabieram Cię wieczorem do klubu, trzeba jakoś poświętować – uśmiechnęła się
- Ależ oczywiście… też zapomniałaś?
- Jak bym mogła zapomnieć?! Oczywiście, że pamiętałam – powiedziawszy to, wyjęła z szuflady małe pudełeczko – Schowane tam, gdzie nigdy nie zaglądasz. Tadam, speszjal for ju! – wręczyła mi prezent. Gdy je otworzyłam, ujrzałam przepiękną bransoletkę z napisem „believe”. Kiedyś taką zobaczyłam i bardzo, bardzo mi się spodobała, ale nie ukrywam, że koszta były drogie
- DZIĘKUJĘ! – rzuciłam się na nią i od razu zapięłam bransoletkę na ręce. Pięknie się prezentowała – Dobra, więc wieczorem wychodzimy i bawimy się do upadłego. Trzeba zrobić chrzciny bransoletce!
- Popieram, popieram – wtrąciła Edyta
- Skoro mamy trochę czasu, to ja pójdę do Kamila. Wczoraj miał wrócić
- Pozdrów go ode mnie – ach, ta Edzia. Niech ruszy cztery litery!
Kamil, nasz sąsiad mieszkający piętro niżej. Mój przyjaciel. Był w delegacji, pracuje jako informatyk. Ale! Jest mega fajnym, miłym, uśmiechniętym człowiekiem. Nie to co inni informatycy… zapukam raz, drugi i nic. Sprawdzam czy drzwi otwarte – otwarte. Wchodzę. Walizki rozwalone w salonie, słyszę dźwięk prysznica. To na pewno Kamil. Czy jest, dotarł spokojnie. Podeszłam do blatu, aby nalać sobie soku pomarańczowego. Wtedy otworyły się drzwi z łazienki, a stamtąd wyszedł Kamil. W bokserkach. Samych. Widok łohohoho.
- Witam pana – powiedziałam z uśmiechem
- A witam, już myślałem, że wkradła się tutaj jakaś superpiękna złodziejka, a to tylko ty… - podszedł do mnie się przywitać
- No cóz, nie każdy ma tak łatwo w życiu – odwzajemniłam uścisk – Widok piękny, ale ubierz coś na siebie
- Dobrze, nie będę cię wprowadzał w kompleksy – poszedł, wziął i założył spodnie. Chociaż tyle… - Chodź no tu. Opowiadaj co się działo jak mnie nie było – usiedliśmy na kanapie
- No więc… jestem singielką… - moja twarz już nie była tak radosna
- Ale jak to? Przecież byliście z Paweł taką super świetną parą, co się stało?
- Hmmm, zdradził mnie. Tyle. Aż tyle…
- No zabiję go, zabiję gada! – superbohater, hohoho
- Nie, Kamil, ogarnij się. Było minęło. Chcę zamknąć już ten rozdzial w swoim życiu, dlatego zapraszam cię na wieczorne balety jeśli dasz radę
- Ależ oczywiście, że dam i chętnie skorzystam.. a co to za okazja? – kpi sobie?
- A musi być okazja? Do zobaczenia wieczorem – powiedziałam i wróciłam do siebie.
Ponieważ do wieczora było bardzo dużo czasu, postanowiłam, że nie będę się przemęczać i pobuszuję sobie trochę po internecie. Edzi nie było, poszła do swojego „kolegi”. Mam nadzieję, że nie odwinie jej takiego numeru jak mój były. Idąc do kuchni po sok, usłyszałam dzwonek do drzwi. Poszłam otworzyć. Moim oczom ukazał się nie kto inny jak… Paweł. Nic nie mówiąć natychmiast zamknęłam drzwi. Niestety, moja siła w porownaniu z jego jest dramatycznie słaba. Nie miałam ochoty go widzieć, więc krzyknęłam zwykłe:
- Wyjdź stąd!
Oczywiście, nie posluchał mnie. Wepchnął się do środka, a ja oddaliłam się na znaczną odległość. Szybko wyciągnęłam telefon i napisałam do Kamila: „ Przyjdź. Szybko”. W międzyczasie podchodził do mnie Paweł. Nie mając pojęcia co zrobi, modliłam się w myślach, aby Kamil szybko odczytał wiadomość. Pomimo tego, że byłam z Pawłem trzy lata, jakoś teraz nie mogłam sobie tego wszystkiego wyobrazić. Chciałam zapomnieć o tym przykrym wydarzeniu, ale on nie dawał mi spokoju. Chyba przez to coraz bardziej miałam go dość. Usiadł na krześle. Zdziwilo mnie to. Patrzył na mnie. Po prostu patrzył. Nic więcej. Zdezorientowana spytałam
- Po co przyszedłeś? Przecież wiesz, że nie chcę mieć już z tobą nic do czynienia. Nie zostawiłeś tutaj książki ani szczoteczki do zębów, bo to ja zawsze nocowałam u ciebie. Czego chcesz?
- Ciebie. Chcę ciebie – powiedział wbijając wzrok z stół. Zmądrzał? Tamta laska go wywaliła? Nie umiałam sobie tego poukładać w glowie
- Paweł, przestań. Dobrze wiesz, że my już nie będziemy razem. To przeszłość. Ty i ja. Nigdy, nigdy już nie odbudujemy tego związku. Przestałam ci ufać, nie wierzę ci już. Twoje starania pójdą na marne, szkoda czasu i chęci. Naprawdę.
- Ale ja nie odpuszczę, za bardzo mi na tobie zależy… - chyba się przesłyszałam. Na szczęście usłyszałam dzwonek do drzwi. Poszłam otworzyć. To Kamil. Wpuściałam go do środka mówiąc
- Dobrze, że już jesteś. Paweł już wychodzi i my w sumie zaraz też możemy. Więc… cześć Paweł – Kamil był trochę zdezorientowany, ale ogarnął sytuację. Paweł po chwili wyszedł nie mówiąc nic.
- Kamil, dziękuję ci bardzo.
- Ależ nie ma problemu, po co przyszedł?
- Sama nie wiem. Powiedział, że zależy mu na mnie. Nic z tego nie rozumiem, ale wiem, że nie chcę już mieć z nim do czynienia. Jeszcze raz dziękuję. Zmykaj do siebie. Do potem – uśmiechnęłam się do niego, a Kamil poszedł do siebie. Po jakichś czterdziestu minutach przyszła Edyta. Opowiedziałam jej całą historię. Trochę poprzeklinała i zaczęłyśmy się szykować do wyjścia. Po ponad dwóch godzinach byłyśmy gotowe do wyjścia. Ja w malej czarnej i czerwonych szpilkach, Edyta w czerwonej sukience i czarnych szpilkach. Po kilku minutach dołączył do nas Kamil. Razem poszliśmy do klubu „Różowa Pantera”.

______________________________________________________________________
Wymęczony, bardzo wymęczony, dlatego przepraszam za ewentualne literówki, ale nie mam czasu ich sprawdzać. 
dziękuję i pozdrawiam :) 

sobota, 10 maja 2014

Trzy


- Jedziemy coś zjeść? – spytała Edyta. Ja jednak byłam myślami w krainie ucieczek. Po ponownym spytaniu nadal nie odpowiadałam. W końcu Edzia trąciła mnie łokciem.
-  Co? – spytałam zdezorientowana
- Gdzie ty fruwasz? Kolega zawrócił w głowie? – W tym momencie zabiłam ją spojrzeniem
- Tak, znamy się tak dobrze, że on wie wszystko o mnie i o tym, co mnie ostatnio spotkało! Jak mogłaś mu powiedzieć? Prosiłam Cię o to? Dlaczego to zrobiłaś? – chyba całe miasto słyszało moje słowa
- To nie tak. Podszedł do mnie i spytał się, dlaczego dzisiaj jesteś taka jakaś inna. Zauważył cię kiedyś na meczu, byłaś wtedy z Pawłem. Uśmiechałaś się, promieniałaś, byłaś szczęśliwa…
- Siedzieliśmy tak blisko boiska, ciesząc się każdą chwilą… To było tak niedawno. Jednak nie musiałaś mu mówić! – wrzasnęłam
- Ale to dla twojego dobra! – odpowiedziała
- Chyba sobie kpisz! Co ma być dla mojego dobra? Zatrzymaj się! – rozkazałam
- Nie, nie zatrzymam się.
- Zatrzymaj się i to już! – na szczęście przed nami był korek. Wyskoczyłam z auta i pobiegłam do parku, który znajdował się tuż obok. Usiadłam na jednej z pustych ławek. Musiałam trochę ochłonąć. W sumie tak naprawdę chciałam być przez chwilę sama. Dlatego, gdy Edyta do mnie dzwoniła, nie odbierałam. Napisałam jej jednak smsa, że za niedługo wrócę do domu. Wyciągnęłam z torby aparat i zaczęłam przeglądać zdjęcia. Było ich naprawdę dużo. Po godzinie oglądania, wstałam i ruszyłam do mieszkania. 
Gdy otworzyłam drzwi, usłyszałam męski głos. To Paweł. Rozmawiał z Edytą. Byłam ciekawa, o czym dlatego stałam nieruchomo, aby się nie zorientowali, że jestem.
- Ale ja ją kocham! – krzyknął Paweł. Ta, jasne. Przecież ty nie wiesz, co to znaczy kochać..
- I dlatego ją zdradziłeś?! To jest według ciebie miłość? – o, Edzia, nareszcie jakaś prawdziwa pomoc!
- To nie tak. Ania wyjechała do rodziców, a ja nie wiedziałem, co mam zrobić, więc wybrałem się na balety. Popiłem trochę no i tak się jakoś wydarzyło. Moja wina, że wróciła dzień wcześniej i nas zobaczyła?!
- Ty chyba sobie żartujesz! Nie jesteś jej wart!
- Nieprawda. Będę walczył o to, co jest między nami. Zobaczysz, jeszcze się doigrasz! Jeszcze zobaczysz, jak będziemy razem szczęśliwi! – musiałam to przerwać, nie chciałam go dłużej wysłuchiwać
- Wybacz Pawełku, ale to, co jest między nami to lód. Bardzo gruby lód, który nawet najwspanialsze lodołamacze nie przerżną! A teraz wyjdź. Nie chcę cie znać – podeszłam bliżej niego i powiedziałam mu prosto, jasno i dobitnie – Dla mnie jesteś nikim!
- Jeszcze wrócisz do mnie na kolanach i będziesz błagać o to, żebym cię przyjął. Zobaczysz!
- Chyba tak nisko jednak nie upadnę – powiedziałam spokojnie, jednak to zabolało Pawła, bo złapał mnie za rękę. Nie bardzo wiedziałam, co chce zrobić, dlatego stałam jakbym połknęła patyk. 
- Zostaw ją, bydlaku jeden! – Edzia dzielny rycerz..
- Powiedz swojej przyjaciółeczce żeby wyszła – skierował te słowa do mnie non stop patrząc się w moje oczy
- Edyta, wyjdź – zwróciłam się do przyjaciółki
- Nie, nie wyjdę! – protestowała
- WYJDŻ! – krzyknęliśmy oboje z Pawłem. No, synchronizacja jest. Na (nie)szczęście Edyta wyszła. A ja spytałam Pawła
- I co, teraz mnie uderzysz? Za to, że powiedziałam, kim tak naprawdę jesteś? – udawałam, że się go nie boję, jednak moje serce biło coraz szybciej z przerażenia. Paweł jednak objął mnie w pasie i po chwili pocałował bardzo namiętnie. Nigdy nie przeżyłam czegoś tak pięknego. Jeden pocałunek, który zmienia pogląd na świat. Po chwili odkleiłam się od Pawła. Moje oczy szukały odpowiedzi na to wszystko, jednak Paweł szepnął
- Kocham cię i będę o ciebie walczyć – i wyszedł. Zostawi mnie na środku salonu z piętnastoma myślami na jedną setną sekundy. No kurde, tego się nie spodziewałam. Ale nie. Nie mogę zapomnieć tego, co zrobił. Nie, nie, nie. Ogarnij się Anka. On cię zranił.
Gdy tak stałam, podeszła do mnie Edyta.
- Zrobił ci coś? Uderzył? Zrobił coś wbrew twojej woli? – ja na te wszystkie pytania odpowiedziałam przecząco głową
- Pocałował mnie. Ale to było oś, czego jeszcze nie doświadczyłam. To była masakra – opisywałam stan swoich uczuć
- Że niby, co zrobił? On miał czelność po tym wszystkim cię pocałować?! Co za… pasztet!
- Idę się położyć – powiedziałam. Byłam jak w jakimś transie. Transie uczuć. Nosz kuźwa, czy to się nie może normalnie potoczyć? Zakopałam się pod kołdrą i zasnęłam.
Było po osiemnastej, kiedy obudzi mnie dzwonek do drzwi. Usłyszałam, że Edyta poszła otworzyć, dlatego nie wstawałam. Nie interesowało mnie to, kto przyszedł. Teraz chcę tylko posłuchać starych francuskich piosenek i przeniknąć w ich świat.
- Ania, ktoś do ciebie – usłyszałam, gdy Edyta szarpnęła mój łokieć
- Co? – spytałam rozleniwiona
- Ktoś do ciebie – powtórzyła
- Aha, bardzo się cieszę, niech spada. Nie mam ochoty z nikim rozmawiać. Dziękuję, pozdrawiam – powiedziałam jednym tchem, po czym powróciłam do słuchania muzyki
- Okej, nie ma problemu – czy Edyta coś powiedziała?
Po jakichś dwóch minutach mój telefon odmówił współpracy i musiałam wstać.
- Co ty tu robisz?! – spytałam z wyrzutem, gdy zobaczyłam pana „gapę” w moim pokoju – Kto ci pozwolił tutaj wejść?
- Edyta… - odpowiedział spokojnie
- Nosz zabiję ją, zabiję, wskrzeszę i uduszę! – tak tylko głośno sobie myślałam – Skoro już tu jesteś, no, zabije, kurde! to coś się stało czy w odwiedziny? – jakoś nie mogłam się opanować 
- Zostawiłaś to na hali – chłopak podał mi filtr i tulipana na obiektyw. Dlaczego ja to wszystko taszczę wszędzie? No tak, aby do domu przychodził mi ktoś taki jak siatkarz, hm, w sumie przystojny siatkarz
- A, yy, to dziękuję i przepraszam za fatygę – powiedziawszy to czekałam, kiedy sobie pójdzie. No, ale nie poszedł, czekał na zbawienie – Coś jeszcze?
- Niko jestem – wysunął prawą dłoń, aby się przywitać
- Tak, wiem – kurczę, znowu głośno myślę – znaczy się Anna, Ania… - powiedziałam, no, co miałam do stracenia, uścisk dłoni?
- Również wiem – puścił oczko. Czy on wie coś, o czym ja nie wiem i próbuje mnie poderwać?
- Herbatkę wam przyniosłam, żeby się wam lepiej rozmawiało! – Edyta wparowała do pokoju z dwoma kubkami. No nie mogę, gdzie ja mieszkam!? Czy ten dzień się nigdy nie skończy? Gdy Edyta wyszła, poszłam za nią.
- Co ty odwalasz? Brałaś coś dzisiaj? – chciałam ostrzej, no, ale był ktoś obok w pokoju
- Ja do ciebie z sercem, a ty z kijem? – jej oczy = oczy kota ze Shreka
- Jesteś nienormalna – powiedziałam i wróciłam do mojego gościa, który oglądał moje zdjęcia z młodości
- Grałaś w siatkę? – jakie zaskoczenie w oczętach kolegi
- Tak, grałam – no, bo grałam, proste.
- Nadal grasz? – spytał niepewnie
- Nie, kontuzja, a potem inne pasje. Lajf is brutal – trochę mi szkoda, że w nią dalej nie poszłam, ale teraz też będą ze mnie ludzie! Język francuski to przyszłość! Chyba… Usłyszałam dźwięk telefonu. To mojego gościa. Dzwonek, który chyba uratował mi życie. Pogadał coś i się rozłączył. 
- Przykro mi, ale muszę już uciekać. Miło było poznać i mam nadzieję do zobaczenia już wkrótce – jego uśmiech -> mniam, mniam, mniam.
- Również było mi miło i przepraszam za swoje zachowanie, ale chyba wiesz, co, a raczej, kto jest przyczyną – niech myśli, co chce, ale wie. Mimo tego, na chwilę zapomniałam o tym kimś. Odprowadziłam gościa do drzwi, powiedziałam wymowne „Cześć” i powróciłam do łóżka. Nie wiem, ile leżałam zanim usnęłam, ale to był na szczęście koniec tego okropnego dnia.


______________________________________________________________________
Dziękuję bardzo za miłe słowa, niesamowicie budują!
Pozdrawiam! :)

wtorek, 29 kwietnia 2014

Dwa


Gdy wróciłam do mieszkania, było po pierwszej w nocy. Nie wypiłam dużo alkoholu, po prostu go nie lubię. Cały czas siedziałam wpatrzona w innych. Zajęło mi to około czterech godzin. Zakochane pary przytulające się do siebie, kilkuminutowe wydarzenia w łazienkach, podrywanie, zabawa, szaleństwo. Idąc przez korytarz, przypominałam sobie najpiękniejsze chwile mojego życia. Praktycznie wszystkie były związane z Pawłem. Przeklinając cały dzień i chwilę, kiedy widziałam ich razem potknęłam się o szafkę, czym zwróciłam uwagę mojej współlokatorki Edyty. Znamy się od podstawówki, zawsze byłyśmy razem. Koncerty, konkursy, mimo różniących nas poglądów, dogadywałyśmy się bez otwierania ust i oczu. Edyta natychmiast podniosła głowę znad laptopa, popatrzyła na moją zapłakaną twarz i podbiegła mnie mocno przytulić.
Po długiej chwili Edyta chwyciła mnie za rękę i pociągnęła na kanapę.
- Wcięło go, chciał się tłumaczyć, przymilać, a jak mu powiedziałaś, że to koniec i wyszłaś, pobiegł za tobą, ale nie dogonił, bo… bo nie…?
Pokiwałam twierdząco głową i w sumie zastanawiałam się skąd Edzia zna scenariusz. Popatrzyłam na nią, a ona tylko odpowiedziała: ·- Seriale, co one robią z człowiekiem. Na dziś wystarczy łez i zamartwiania się, szoruj pod prysznic i kładź się spać
- Postaram się - na mojej twarzy pojawił się cień uśmiechu.
Wykonałam czynności, po czym położyłam się spać. Niestety, nie zmrużyłam oka, rozpamiętując wszystkie wydarzenia z mojego życia.  
Spojrzałam na zegarek. Była 7:32. Pora wstawać. Nie mam ochoty iść na wykłady, ale muszę. Muszę zacząć normalnie żyć. Żyć bez wracania do przeszłości. Idąc do łazienki, Edyta przywitała mnie buziakiem w policzek. Po krótkiej toalecie, na stole w kuchni czekały na mnie kanapki i kawa. Edyta wie jak poprawić mi humor.
- Zrobiłaś już ten wywiad z siatkarzami? – spytałam.
- Nie, dopiero dzisiaj jestem umówiona z zawodnikami. I wiesz co… potrzebny mi będzie fotograf! – mówiąc ostatni wyraz wskazała na mnie palcem. Faktycznie, coś tam pstrykam i sprawiam mi to ogromną radość, ale nie miałam głowy do tego, zwłaszcza po wczorajszym dniu.
-  Nie, wiesz, ja raczej nie będę w stanie się skupić, weź kogoś innego – próbowałam się wykręcić – poza tym ja mam jeszcze dzisiaj zajęcia
- Nie wykręcisz się! Pójdziesz ze mną, a notatki ktoś ci pożyczy. Spotkanie mam o 9:00, więc niedługo będziemy się zbierać. Pakuj sprzęt, abyś niczego nie zapomniała – wyszczerzyła się do mnie, a ja z lekkim grymasem na ustach posłusznie poszłam pakować aparat. Po spakowaniu ubrałam na siebie zwykłe czarne spodnie, luźną bluzkę i ulubione trampki. Przynajmniej mogłam czuć się swobodnie.
Wpół do dziewiątej Edyta nakazała już jechać. Chciała być wcześniej, aby się przygotować. Z niechęcią wsiadłam do auta. To nie tak, że nie lubię sportu, siatkówki i tego wszystkiego. Nieprawda. Ja to kocham i uwielbiam. Sama będąc małym brzdącem łaziłam na treningi ucząc się wszystkiego. Jednak czar prysł, kiedy skręciłam kolano, a potem napatoczyły się inne pasje.
Po piętnastu minutach byłyśmy pod halą. Wchodząc prawie zabiłam się taszcząc wszystkie akcesoria, aparat i statyw. Edyta natomiast powtarzała sobie pytania, które chce zadać trenerom i zawodnikom. Wiedziałam, że da radę, zawsze daje. Praca dziennikarki sportowej sprawia jej tyle radości i szczęścia, ile mi słuchanie piosenki Marie Laforêt - Viens, viens. Po prostu ją uwielbiam. Jest taka prawdziwa. Gdy dotarłam do wyznaczonego celu, padłam wraz z wszystkim na krzesełka. Edyta poszła szukać trenera i kogoś tam jeszcze, a ja zaczęłam przygotowywać się do robienia zdjęć. Gdy wkładałam kartę do aparatu, ktoś potrącił statyw. Odwróciłam się, by sprawdzić czy wszystko okej, a tam zastałam uśmiechniętą twarz jednego z przyjmujących.
- Hej – popatrzył na mnie z wielkim uśmiechem na twarzy, mój wzrok natomiast układał się w dwa pytajniki – mam nadzieję, że nic tutaj się nie popsuło
- Samo się jeszcze nigdy nic nie popsuło – powiedziałam sama do siebie – Ja również tak myślę – podeszłam na miejsce zderzenia mojego ukochanego statywu z częścią ciała siatkarza – Na szczęście nic się nie stało – pojawił się nawet uśmiech na mojej twarzy
- Bardzo się cieszę w takim razie i zapraszam na kawę, aby załagodzić sytuację – siatkarz mówił łamaną polszczyzną, ale muszę się przyznać, że uwielbiam jego akcent! Zawsze, gdy oglądałam wywiady z nim, rozpływałam się słysząc głos sprawcy kolizji
- No nie wiem czy statyw będzie chciał, niestety, ma bardzo wygórowany gust – zawodnik po krótkiej chwili zrozumiał, o co mi chodzi, dlatego próbował się ratować
- W takim razie mam zaszczyt poprosić o spotkanie właścicielkę martwego przedmiotu
-Dlaczego martwego? – spytałam zaskoczona – to, że ma już ładnych parę lat nie oznacza, że jest do wymiany! Jeszcze mi długo posłuży – uśmiechnęłam się – A co do zaproszenia - pożyjemy zobaczymy – razem z mym lubym podeszłam do krzesełek, aby „wkręcić” obiektyw i oczekiwać na Edytę. Po kilku minutach oglądania hali, liczenia świateł i krzesełek, przyszła Edzia
- No, co tak nic nie robisz? Do fotografowania, już! – Pogoniła mnie. Jako że na parkiecie było jak na razie tylko trzech zawodników, miałam mało roboty i napykałam tyle zdjęć, ile się dało. Niech reszta żałuje! Swoją drogą dobrze, że wzięłam jeszcze jedną kartę. W czasie przeglądania zdjęć podszedł do mnie pan „gapa”.
- To jak, widzimy się potem?
- Przepraszam cię bardzo, ale to nie jest odpowiedni moment na takie ustalenia – chciałam go zbyć, po prostu jakoś mi nie po drodze
- Okej, zawołaj mnie jak skończysz, to wtedy pogadamy – jego twarz rozpromieniała uśmiechem
- Chodzi o to, że ja raczej w ogóle nie znajdę czasu na to spotkanie, dzisiaj, jutro, za tydzień lub za miesiąc. Nie mam do tego głowy, przepraszam, muszę wracać do pracy – na szczęście zobaczyłam wchodzących zawodników. Można powiedzieć, że mnie uratowali. Gdy robiłam zdjęcia, podeszła do mnie Edyta
- I co, umówiłaś się na spotkanie?
- Edyta, przestań, przeciąż wiesz, że ja teraz nie mam czasu, ochoty ani chęci – obruszyłam się
- Ale zobacz jak on na ciebie patrzy! Wpadłaś mu w oko!
- A on wpadł w statyw. Jak kocha to poczeka – urwałam, po czym wróciłam do fotografowania.
Po dwóch godzinach robienia zdjęć, spytałam się Edyty czy już skończyła. Musiała mieć z każdym zdjęcie i wywiad. Nawet nie do pracy, po prostu dla siebie. Nawet ją rozumiałam, sama bym tak postąpiła, ale jeśli siatkówka mi nie pomaga, to nie wiem, co. Cały czas boli, to tak cholernie boli.
Po krótkiej chwili, mogłyśmy jechać z powrotem do domu. Jednak zanim wsiadłyśmy do auta, Edzia pobiegła znowu do hali, bo zapomniała notatek. Opierając się o samochód, patrzyłam na tapetę telefonu. Byliśmy na niej razem. Ze łzami w oczach otworzyłam galerię, usunęłam zdjęcie i użyłam jakiegoś krajobrazu, jako tapety. Gdy wpatrywałam się w nią, ktoś stanął nade mną. Tak, to pan „gapa”.
- Ale na pewno nic? – chciał się tylko upewnić, dlatego odpowiedziałam
- Nic, uwierz mi, na pewno nic – powiedziałam to spokojnym, zachrypniętym głosem patrząc się w chodnik. Pan „gapa” jednak zamiast odpuścić, podniósł moją głowę i popatrzył mi w oczy, za którymi szkliły się jeszcze łzy. Nie pytając o nic, przytulił mnie mocno do siebie. Zupełnie obcy mężczyzna sprawił, że czułam się bezpiecznie. Tylko skąd wiedział, czego mi potrzeba? Przecież nie jest jasnowidzem. Odkleiłam się od niego, gdy zobaczyłam Edytę. Popatrzyłam mu w oczy, po czym wsiadłam do samochodu. Zdezorientowany siatkarz, nie wiedział, co ma zrobić, wtedy podeszła do niego Edyta i się pożegnała. No tak, ona mu wszystko wypaplała…


______________________________________________________________________
Jest i drugi. Dziękuję za wszystkie komentarze, nawet nie wiecie, ile radości mi sprawiają! 
Miłego czytania! 
Pozdrawiam :)

wtorek, 22 kwietnia 2014

Jeden

- Jak długo to trwa?!
- Ale Ania, o co ci chodzi? - no tak, mój chłopak nigdy nie wie o co mi chodzi...
- Jak to o co? O TWÓJ ROMANS I O TO ŻE MNIE ZDRADZASZ! - nie panowałam już nad sobą. Podeszłam do Pawła i wykrzyczałam mu w twarz - Myślisz, że się nie domyśliłam, że nie widziałam was razem? Byłeś dla mnie wszystkim, wiedziałeś, że potrzebuję miłości i czułości, a ty po prostu mnie oszukałeś i zdradziłeś.... Ale nie ....
- To nie jest tak jak myślisz - przerwał mi, jeszcze miał czelność mi przerwać i mnie uspokajać.
- Tak, wiem - powiedziałm łagodnym glosem po czym moja dłoń skierowała się ku policzkowi Pawła, niestety, załapał moją dłoń. No tak, zapomniałam, że Paweł przez kilka lat trenował sztuki walki, a oprócz tego jest żołnierzem i tancerzem, głupia ja. Złapał moją drugą rękę i patrzył prosto w oczy. Zatraciłam się w nich, w jego brązowych, ciemnych oczach. To one sprawiły, że zwróciłam na niego uwagę. Trzy lata temu, w parku. Chciałam, aby był zawsze przy mnie i nigdy mnie nie opuszczał. Usta Pawła zmierzały w moją stronę, dzieliły nas milimetry, ale przypomniałam sobie, co mi zrobił, jak mnie skrzywdzil. Wyrwałam się z jego objęć, popatrzyłam głęboko w oczy i wybiegłam. Mimo że jest dla mnie wszystkim, nie mogę mu wybaczyć, nie umiem. Za sobą słyszę ciągnące się "Ania", ale ja natychmiast zwiększam tempo biegu. Jednak przydały się te SKSy w podstawówce i gimnazjum. Nie wiedząc, gdzie iść i co robić, weszłam do pierwszego lepszego klubu i zamawiając drinka udalam się w najciemniejsze miejsce pomieszczenia.


______________________________________________________________________

No i mamy pierwszy, jestem tu nowa i nie mam pojęcia jak się robi zakładki i tego typu rzeczy, dlatego będzie jak narazie prowizorka. mam nadzieję, że mi to wybaczycie i ciepło przyjmiecie.
Pozdrawiam :)