Piękny dzień, słońce świeci, a ja, biedna kaleka, na wykłady.
Na szczęście, wczoraj, Kamil zaproponował mi podwózkę. Tak więc po zjedzeniu
śniadania oraz przebraniu się, wysłałam smsa Kamilowi, że już jestem gotowa i
może po mnie zejść. Po trzech minutach witałam go całusem w policzek, a po
pięciu już zapięta w samochodzie, na dobry początek dnia, zaczęłam sobie
śpiewać.
- No proszę cię, wszytsko, ale nie to o takiej godzinie –
czy on coś sugeruje?
- Sugerujesz, że brzydko śpiewam? No ja wiem, jakąś Katy
Perry czy Shakirą nie jestem, ale tragicznie chyba nie ma. Poza tym uważasz, że
godzina dziewiąta to wcześnie? Kiedy ty ostatni raz normalnie pracowałeś?!
- Dobra, cicho już. Po prostu wczoraj poszedłem bardzo późno
spać.
- Mam nie wnikać czy mogę?
- Po prostu musiałem sam pobyć ze sobą i przemyśleć wiele
spraw. A ty myślałaś o tym Penchevie? – wypalił
- Ja? A niby dlaczego miałabym o nim myśleć? Przecież to ty
sobie coś uroiłeś…
- Czyli myślałaś – szturchnął mnie łokciem
- Patrz na drogę! Oj, no, po prostu wysłał mi wiadomość z
pytaniem jak się czuję i prośbą o numer telefonu…
- Podałaś mu? – zapytał
- Nie – odpowiedziałam krótko – znam go za mało, by robić
takie rzeczy – wystawiłam język
- Mi dałaś po pięciu sekundach, ale rozumiem, mój urok
osobisty cię oślepił i byłaś wklejona we mnie jak w obrazek
- Ależ oczywiście, pamiętam to jak wczoraj. Ten sok
pomarańczowy na mojej sukience też!
- Dobra, było minęło, dawno i nieprawda. Przecież wiesz, że
cię kocham – jego oczy zaświeciły się, a ja w odpowiedzi dałam mu buziaka w
policzek – To co z tym Penhewem?
- Weź się już od niego odwal! Całe szczęście, że dojeżdżamy!
Dzięki za podwózkę. Wrócę sama. Cześć – uciekłam czym prędzej z samohodu, nie
było to łatwe, ale jakoś sobie dalam radę
Po czterech godzinach wykładów, nie miałam ochoty dłużej
siedzieć i gnić w czterech ścianach uczelni. Włożyłam słuchawki do uszu i
udałam się na autobus. Na szczęście nie był daleko od szkoły. Okazało się, że
móje kochane 18 będzie za chwilę. Jednak jakoś nie bardzo miałam ochotę na
jazdę. Postanowilam się przejść kawałek, może nawet do następnego przystanku. Z
moimi kulami mogę iść wszędzie! W uszach dźwięczą mi francuskie piosenki, a ja
gnam przed siebie! Wszystko byłoby piękne do momentu zderzenia z jakimś
głupkiem. Wpadł we mnie z taką siłą, że poleciałam jak długa, a moje kule w tym
momencie nie pomagały. Klnęłam pod nosem jak tylko mogłam, a temu bydlakowi
posłałm tak mrożące krew w żyłach spojrzenie, że sama jakbym się widziała to
bym padła i zamieniła się w trupa.
- Łał, nic ci nie jest? Czekaj, pomogę ci – rzępolił
- Wszystko świenie, od małego marzyłam, aby turlać się po
ulicach – posłałam mu jeszcze gorsze spojrzenie i sarkastyczny uśmiech, po czym
wstałam, na tyle, ile umiałam. Gościu od stłuczki chciał mi pomóc, jednak
zdzieliłam go kulą i zagroziłam, aby się do mnie nie zbliżał
- Ale ja cię naprawdę przepraszam, nie wiem jak to się stało
- No cóż, następnym razem proponuję patrzeć przed siebie -
burknełam
- W geście przeprosin, zapraszam na kawę
- Nie, dziękuję – co on sobie myśli?! Gówniarz jeden, ale
cholera przystojny, pewnie się oglądał za jakąś laską – Spieszę się
- W takim razie proponuje podwózkę gdzie tylko chcesz!
- Ok, zgoda. Ty pojedziesz w tamtą stronę, a ja w tamtą –
wskazałam na dwa różne kierunki. Gdybyście widzieli minę ważniaka… bezcenne!
- Ale… tak się nie da! – główkuj pacanie, pomyśl…
- I o to chodzi. Mam nadzieję, że się już nie zobaczymy.
Miłego dnia! – uśmiech numer pięć i w drogę!
- Ale zaczekaj, jesteś brudna… mogę?
- Że co niby? – jakoś nie widziałam żadnej plamy… wtedy ten
frajer podszedł do mnie i wyczyścił mi spodnie. Oczywiście, nie mogłam zobaczyć
plamy, bo była na moim tyłku! Gdy tylko poczułam jego dłonie na swojej części
ciała, nie wytrzymałam i przywaliłam gościowi z całej siły. Nie powiem,
zabolało i jego, i mnie
– NIE DOTYKAJ MNIE, ZBOCZEŃCU! – rzuciłam tylko i jak
najszybciej teleportowałam się stamtąd. Zaraz obok był postój taksówek.
Wsiadłam w jedną i pojechałam do domu. Co to miało być? Nie bardzo rozumiem
zachowania tego gościa. Gdy wysiadłam z samochodu udałam się do Kamila. Może
będzie w mieszkaniu. Nie myliłam się, był. Opowiedziałąm mu całą historię, a
ten zaczął się śmiać. Prawie nie pękł ze śmiechu. No fajnie, szkoda tylko, że
ja nic śmiesznego w tym nie widziałam.
- Więc mówisz, że go uderzyłaś? Hahaha, dobre… zaraz się
popłaczę…
- Kamilku, podejdź do mnie – powiedziałam miłym głosem.
Kamil podszedł, a ja zdzieliłam do poduszką – To nie jest śmieszne, rozumiesz?!
– no ale w tym momencie zadzwonił dzwonek do drzwi – co, pewnie jakaś gorąca
laska albo staruszka do napalonego zboczeńca? – jak ja go kocham denerwować!
Jednak Kamil podszedł do mnie, zbliżył swoją twarz i powiedział:
- Napalony to ja jestem, ale na kogoś innego – a przy okazji
puścił oczko… ok, to było dziwne i zabawne! Chyba…
- No siema stary, już myślałem, że nie przyjdziesz. A co ty
taki nie w sosie?
- Jakaś laska mnie uderzyła…
- Było nie chodzić do burdelów? – Kamil jak zwykle ma wenę –
Chodź, przedstawię ci koleżankę, a w sumie to nawet przyjaciółkę. Tomek to
Ania. Ania to Tomek
- To znowu ty?! – no zgadnijcie kto to był. TAK! Właśnie ten
frajer, który wpadł na mnie wcześniej
- To wy się znacie? – spytał nieśmiało Kamil
- Tak, nie, trochę. To jest ten buc, który na mnie wpadł!
- Ej, wypraszam sobie te obelgi! To jest twoja dziewczyna?
Niezłą ma rękę, co, w łóżku też taka ostra? – zwrócił się do Kamila, a ja za te
słowa znowu mu przywaliłam, tym razem jeszcze mocniej
- Hamuj się, ty patafianie!
- Ej, uspokójcie się! Rozumiem, że wasze poprzednie
spotkanie do najmilszych nie należało, ale oboje jesteście moimi przyjaciółmi,
więc się jakoś zachowujcie. I nie, Tomek, to nie jest moja dziewczyna
- Ale już ją pyknąłeś czy jesteś w trakcie?
- Tomek, opanuj się! Co w ciebie wstąpiło?
- Jak to co, debilizmu i głupoty nie da się wyleczyć – byłam
tak wściekla na tego Tomka, że mogłam go zabić bez żadnych wyrzutów sumienia
- Widzisz, to ona zaczyna! – wrasznął Tomek
- Kurde, a co my, w predszkolu jesteśmy?! Ogarnijcie dupy!
Musicie się jakoś dogadać, bo będziecie mieli wspólny cel do zrealizowania
- Co?! – oboje krzyknęliśmy z Tomkiem
- Ale jak to? – spytałam
- Wszystkiego się dowiecie, ale w swoim czasie. Ja musze na
chwilę wyjść, a wy tutaj zostajecie i się poznajecie
- To ja już wolę iść do siebie – już zabierałam tyłek, ale
ten idiota Kamil zamkął nas na klucz w jego mieszkaniu. No ładnie się zaczyna….
- Więc jesteś Ania…?
- A co, coś ci nie pasuje? Nagle się miły zrobiłeś? – nie
polubię go
- Ej, przecież wpadłem na ciebie przez przypadek,
przeprosiłem i zaproponowałem kawę, to ty zachowałaś się jak wariatka!
- Dobra, dobra, ulatniam się stąd – na szczęście, w torbie
mam klucze od mieszkania Kamila, tak na wszelki wypadek, czyli dzisiaj.
Podeszłam do drzwi, otworzyłam je, przeszłam przez nie i zamkęłam kolesia w
środku. Sama udałam się do siebie myśląc o tym, jakich jeszcze kretynów w życiu
spotkam.
______________________________________________________________________
nowy bohater, czy słusznie?
sama nie wiem, będę myśleć co dalej :)
pozdrawiam! :*