5:31. Sobota. Jak widać mój organizm ma dość leniuchowania.
Po dłuższej chwili wstałam i zaczęłam się rozciągać. W drodze do kuchni,
wstąpiłam do łazienki. Załatwiłam, co swoje, wymyłam łapki i orzeźwiłam twarz.
Nagle usłyszałam dźwięk silnika starej Syrenki – tak, to mój brzuch.
Skierowałam się do kuchni, aby przyrządzić sobie pierwsze śniadanie. Omlet z
owocami i kakao. Pychotka! Z przygotowanym talerzem wróciłam do pokoju, gdzie
usiadłwszy na łóżku, odpaliłam laptopa. Trzeba sprawdzić, co się ciekawego
dzieje w świecie. Oczywiście sportu. Reszta mnie jakoś nie interesuje. Oprócz
tego przeleciałam wzystkie plotkarskie strony – w końcu jestem kobietą. Po
zjedzeniu śniadanka, wzięłam się za ogarnięcie zdjęć. Im wcześniej zacznę, tym
wcześniej skończę. Było ich naprawdę mnóstwo, jednak wybrałam te „najlepsze” i
zaczęłam obrabiać. Nie lubie za bardzo podkręcać zdjęć. Zazwyczaj je wyostrzam,
manipuluję poziomami i czasami nakładam winietę. Gdzieniegdzie nasycam barwy,
ale w sumie to zależy od kontekstu i zdjęcia. Zeszło mi na tym około trzech
godzin. Jedno zdjęcie było naprawdę, naprawdę boskie. Akurat z panem „gapą”.
Przypadeg? Nie sondze. Po takim czasie mój brzusio znowu zaczął się domagać
papu, więc poszłam, wzięłam jabło, umyłam je
i w sekundzie pochłonęłam. Postanowiłam, że się jeszcze położę, a nuż
zasnę. No, ale nie zasnęłam. Hm, może to dobrze. Było po dziewiątej. W kuchni
usłyszałam krzątanie Edyty, więc poszłam do niej, by porozmawiać o tym, co się
działo wczoraj.
- CO TO MA ZNACZYĆ?! – matko, ale na mnie wyskoczyła!
- Mile przywitanie… Jak to co? Kuchnia… - odparłam
- Chyba sobie żartujesz! To jest jakieś pobojowisko, a nie
kuchnia! – napawdę nie wiem o co jej chodzi..
- Robiłaś kiedyś omlet o piątej rano? Nie chciałam cię
budzić, dlatego nie sprzątałam po sobie – naprawdę, zrobiłam to dla niej, żeby
sobie pospała. Ja zawsze po sobie sprzątam, jestem zdania, że kucharz ma za sobą
posprzątać. Ale są wyjąki takie jak dziś. – Ty mi lepiej powiedz, co miało to
wszystko wczoraj oznaczać? Sesja, Niko, herbatka. Zasadził ci ktoś w coś czymś
kiedyś?
- No tak jakoś wyszło. Pamiętasz, że na tym meczu, z którym
byłaś z tym obleśnym gadem, ja łaziłam po zawodnikach i o coś ich pytałam? No,
to kiedy podeszłam do przystojnego Bułgara z napisem Penchev na koszulce,
zamiast ja się o coś spytać, to on się spytał. O ciebie. Więc mu trochę
nagadałam o tobie. Patrzył na ciebie jak w obrazek. Więc potem jakoś sobie
przypomnialam o tej sesji. Ciąg dalszt znasz.
- Podrzuciłaś mu ten filtr, prawda? – łagodnie spytałam
- Tak,i dzięki mnie znacie się lepiej, bliżej, bardziej –
uśmiech nie schodził jej z twarzy. Ja natomiast uśmiechnęłam się blado i
wróciłam do pokoju. Chwyciłam za pendrive’a, na którym były już ulepszone
zdjęcia. Wrócilam do kuchni i rzuciłam go Edycie.
- Masz, są tam między innymi zdjęcia przystojnego Bułgara –
puściłam jej oczko, po czym poszłam do łazienki się przebrać. Kwiecień, ciepły
kwiecień. Jeszcze takiego w Polsce nie spotkałam. Ubrałam dżinsy, koszulę w
kratę i kolorowe skarpetki.
Gdy wyszłam z łazienki, Edyta zapytała:
- Robisz dzisiaj coś sensownego?
Lecz zanim jej odpowiedziałam, usłyszałyśmy dzwonek do
drzwi. Poszłam je otworzyć. Stał tam kurier z wielkim bukitem bialych tulipanów.
Uwielbiam te kwiaty. Po upewnieniu się czy na pewno nazywam się Markiewicz
Anna, podpisaam papierek i otzymałam kwiaty. Na szczęście był bilecik. Na nieszczęście
od Pawła.
- „ Miłego weekendu, do zobaczenia później. Kocham Cię.
Paweł”. Popatrz jakie to romantyczne. Przedtem się tak nie starał. Po moim
trupie „do zobaczenia” – powiedziałam do Edzi. Ona jednak była zafascynowana
liczeniem ilości róż. – No, ile ich jest?
- 21. Piękne oczko. Twój przyszły wiek – w tym momencie
olśniło nas obie. Kurde, przecież ja się urodziłam z dzisiaj na jutro. To
znaczy, z ósmego na dziewiątego kwietnia. Prawie bym zapomniała o swoich
urodzinach… Dzięki Paweł! Twoja zdrada była wymarzonym prezentem urodzinowym… -
Weź je sobie, spal, utop, wyrzuć, potargaj, byle zdala ode mnie – powiedziałam
i wręczylam je Edzi
- No dobrze. Zaraz je wyrzucę, albo komuś dam – powiedziała
trochę zrezygnowana – Ale zabieram Cię wieczorem do klubu, trzeba jakoś
poświętować – uśmiechnęła się
- Ależ oczywiście… też zapomniałaś?
- Jak bym mogła zapomnieć?! Oczywiście, że pamiętałam –
powiedziawszy to, wyjęła z szuflady małe pudełeczko – Schowane tam, gdzie nigdy
nie zaglądasz. Tadam, speszjal for ju! – wręczyła mi prezent. Gdy je
otworzyłam, ujrzałam przepiękną bransoletkę z napisem „believe”. Kiedyś taką
zobaczyłam i bardzo, bardzo mi się spodobała, ale nie ukrywam, że koszta były
drogie
- DZIĘKUJĘ! – rzuciłam się na nią i od razu zapięłam
bransoletkę na ręce. Pięknie się prezentowała – Dobra, więc wieczorem
wychodzimy i bawimy się do upadłego. Trzeba zrobić chrzciny bransoletce!
- Popieram, popieram – wtrąciła Edyta
- Skoro mamy trochę czasu, to ja pójdę do Kamila. Wczoraj
miał wrócić
- Pozdrów go ode mnie – ach, ta Edzia. Niech ruszy cztery
litery!
Kamil, nasz sąsiad mieszkający piętro niżej. Mój przyjaciel.
Był w delegacji, pracuje jako informatyk. Ale! Jest mega fajnym, miłym,
uśmiechniętym człowiekiem. Nie to co inni informatycy… zapukam raz, drugi i
nic. Sprawdzam czy drzwi otwarte – otwarte. Wchodzę. Walizki rozwalone w
salonie, słyszę dźwięk prysznica. To na pewno Kamil. Czy jest, dotarł
spokojnie. Podeszłam do blatu, aby nalać sobie soku pomarańczowego. Wtedy
otworyły się drzwi z łazienki, a stamtąd wyszedł Kamil. W bokserkach. Samych. Widok
łohohoho.
- Witam pana – powiedziałam z uśmiechem
- A witam, już myślałem, że wkradła się tutaj jakaś
superpiękna złodziejka, a to tylko ty… - podszedł do mnie się przywitać
- No cóz, nie każdy ma tak łatwo w życiu – odwzajemniłam
uścisk – Widok piękny, ale ubierz coś na siebie
- Dobrze, nie będę cię wprowadzał w kompleksy – poszedł,
wziął i założył spodnie. Chociaż tyle… - Chodź no tu. Opowiadaj co się działo
jak mnie nie było – usiedliśmy na kanapie
- No więc… jestem singielką… - moja twarz już nie była tak
radosna
- Ale jak to? Przecież byliście z Paweł taką super świetną
parą, co się stało?
- Hmmm, zdradził mnie. Tyle. Aż tyle…
- No zabiję go, zabiję gada! – superbohater, hohoho
- Nie, Kamil, ogarnij się. Było minęło. Chcę zamknąć już ten
rozdzial w swoim życiu, dlatego zapraszam cię na wieczorne balety jeśli dasz
radę
- Ależ oczywiście, że dam i chętnie skorzystam.. a co to za
okazja? – kpi sobie?
- A musi być okazja? Do zobaczenia wieczorem – powiedziałam
i wróciłam do siebie.
Ponieważ do wieczora było bardzo dużo czasu, postanowiłam,
że nie będę się przemęczać i pobuszuję sobie trochę po internecie. Edzi nie
było, poszła do swojego „kolegi”. Mam nadzieję, że nie odwinie jej takiego
numeru jak mój były. Idąc do kuchni po sok, usłyszałam dzwonek do drzwi.
Poszłam otworzyć. Moim oczom ukazał się nie kto inny jak… Paweł. Nic nie mówiąć
natychmiast zamknęłam drzwi. Niestety, moja siła w porownaniu z jego jest
dramatycznie słaba. Nie miałam ochoty go widzieć, więc krzyknęłam zwykłe:
- Wyjdź stąd!
- Wyjdź stąd!
Oczywiście, nie posluchał mnie. Wepchnął się do środka, a ja
oddaliłam się na znaczną odległość. Szybko wyciągnęłam telefon i napisałam do
Kamila: „ Przyjdź. Szybko”. W międzyczasie podchodził do mnie Paweł. Nie mając
pojęcia co zrobi, modliłam się w myślach, aby Kamil szybko odczytał wiadomość. Pomimo
tego, że byłam z Pawłem trzy lata, jakoś teraz nie mogłam sobie tego
wszystkiego wyobrazić. Chciałam zapomnieć o tym przykrym wydarzeniu, ale on nie
dawał mi spokoju. Chyba przez to coraz bardziej miałam go dość. Usiadł na
krześle. Zdziwilo mnie to. Patrzył na mnie. Po prostu patrzył. Nic więcej.
Zdezorientowana spytałam
- Po co przyszedłeś? Przecież wiesz, że nie chcę mieć już z
tobą nic do czynienia. Nie zostawiłeś tutaj książki ani szczoteczki do zębów,
bo to ja zawsze nocowałam u ciebie. Czego chcesz?
- Ciebie. Chcę ciebie – powiedział wbijając wzrok z stół.
Zmądrzał? Tamta laska go wywaliła? Nie umiałam sobie tego poukładać w glowie
- Paweł, przestań. Dobrze wiesz, że my już nie będziemy
razem. To przeszłość. Ty i ja. Nigdy, nigdy już nie odbudujemy tego związku.
Przestałam ci ufać, nie wierzę ci już. Twoje starania pójdą na marne, szkoda
czasu i chęci. Naprawdę.
- Ale ja nie odpuszczę, za bardzo mi na tobie zależy… - chyba
się przesłyszałam. Na szczęście usłyszałam dzwonek do drzwi. Poszłam otworzyć.
To Kamil. Wpuściałam go do środka mówiąc
- Dobrze, że już jesteś. Paweł już wychodzi i my w sumie
zaraz też możemy. Więc… cześć Paweł – Kamil był trochę zdezorientowany, ale
ogarnął sytuację. Paweł po chwili wyszedł nie mówiąc nic.
- Kamil, dziękuję ci bardzo.
- Ależ nie ma problemu, po co przyszedł?
- Sama nie wiem. Powiedział, że zależy mu na mnie. Nic z
tego nie rozumiem, ale wiem, że nie chcę już mieć z nim do czynienia. Jeszcze
raz dziękuję. Zmykaj do siebie. Do potem – uśmiechnęłam się do niego, a Kamil
poszedł do siebie. Po jakichś czterdziestu minutach przyszła Edyta. Opowiedziałam
jej całą historię. Trochę poprzeklinała i zaczęłyśmy się szykować do wyjścia. Po
ponad dwóch godzinach byłyśmy gotowe do wyjścia. Ja w malej czarnej i
czerwonych szpilkach, Edyta w czerwonej sukience i czarnych szpilkach. Po kilku
minutach dołączył do nas Kamil. Razem poszliśmy do klubu „Różowa Pantera”.
______________________________________________________________________
Wymęczony, bardzo wymęczony, dlatego przepraszam za ewentualne literówki, ale nie mam czasu ich sprawdzać.
dziękuję i pozdrawiam :)