wtorek, 29 kwietnia 2014

Dwa


Gdy wróciłam do mieszkania, było po pierwszej w nocy. Nie wypiłam dużo alkoholu, po prostu go nie lubię. Cały czas siedziałam wpatrzona w innych. Zajęło mi to około czterech godzin. Zakochane pary przytulające się do siebie, kilkuminutowe wydarzenia w łazienkach, podrywanie, zabawa, szaleństwo. Idąc przez korytarz, przypominałam sobie najpiękniejsze chwile mojego życia. Praktycznie wszystkie były związane z Pawłem. Przeklinając cały dzień i chwilę, kiedy widziałam ich razem potknęłam się o szafkę, czym zwróciłam uwagę mojej współlokatorki Edyty. Znamy się od podstawówki, zawsze byłyśmy razem. Koncerty, konkursy, mimo różniących nas poglądów, dogadywałyśmy się bez otwierania ust i oczu. Edyta natychmiast podniosła głowę znad laptopa, popatrzyła na moją zapłakaną twarz i podbiegła mnie mocno przytulić.
Po długiej chwili Edyta chwyciła mnie za rękę i pociągnęła na kanapę.
- Wcięło go, chciał się tłumaczyć, przymilać, a jak mu powiedziałaś, że to koniec i wyszłaś, pobiegł za tobą, ale nie dogonił, bo… bo nie…?
Pokiwałam twierdząco głową i w sumie zastanawiałam się skąd Edzia zna scenariusz. Popatrzyłam na nią, a ona tylko odpowiedziała: ·- Seriale, co one robią z człowiekiem. Na dziś wystarczy łez i zamartwiania się, szoruj pod prysznic i kładź się spać
- Postaram się - na mojej twarzy pojawił się cień uśmiechu.
Wykonałam czynności, po czym położyłam się spać. Niestety, nie zmrużyłam oka, rozpamiętując wszystkie wydarzenia z mojego życia.  
Spojrzałam na zegarek. Była 7:32. Pora wstawać. Nie mam ochoty iść na wykłady, ale muszę. Muszę zacząć normalnie żyć. Żyć bez wracania do przeszłości. Idąc do łazienki, Edyta przywitała mnie buziakiem w policzek. Po krótkiej toalecie, na stole w kuchni czekały na mnie kanapki i kawa. Edyta wie jak poprawić mi humor.
- Zrobiłaś już ten wywiad z siatkarzami? – spytałam.
- Nie, dopiero dzisiaj jestem umówiona z zawodnikami. I wiesz co… potrzebny mi będzie fotograf! – mówiąc ostatni wyraz wskazała na mnie palcem. Faktycznie, coś tam pstrykam i sprawiam mi to ogromną radość, ale nie miałam głowy do tego, zwłaszcza po wczorajszym dniu.
-  Nie, wiesz, ja raczej nie będę w stanie się skupić, weź kogoś innego – próbowałam się wykręcić – poza tym ja mam jeszcze dzisiaj zajęcia
- Nie wykręcisz się! Pójdziesz ze mną, a notatki ktoś ci pożyczy. Spotkanie mam o 9:00, więc niedługo będziemy się zbierać. Pakuj sprzęt, abyś niczego nie zapomniała – wyszczerzyła się do mnie, a ja z lekkim grymasem na ustach posłusznie poszłam pakować aparat. Po spakowaniu ubrałam na siebie zwykłe czarne spodnie, luźną bluzkę i ulubione trampki. Przynajmniej mogłam czuć się swobodnie.
Wpół do dziewiątej Edyta nakazała już jechać. Chciała być wcześniej, aby się przygotować. Z niechęcią wsiadłam do auta. To nie tak, że nie lubię sportu, siatkówki i tego wszystkiego. Nieprawda. Ja to kocham i uwielbiam. Sama będąc małym brzdącem łaziłam na treningi ucząc się wszystkiego. Jednak czar prysł, kiedy skręciłam kolano, a potem napatoczyły się inne pasje.
Po piętnastu minutach byłyśmy pod halą. Wchodząc prawie zabiłam się taszcząc wszystkie akcesoria, aparat i statyw. Edyta natomiast powtarzała sobie pytania, które chce zadać trenerom i zawodnikom. Wiedziałam, że da radę, zawsze daje. Praca dziennikarki sportowej sprawia jej tyle radości i szczęścia, ile mi słuchanie piosenki Marie Laforêt - Viens, viens. Po prostu ją uwielbiam. Jest taka prawdziwa. Gdy dotarłam do wyznaczonego celu, padłam wraz z wszystkim na krzesełka. Edyta poszła szukać trenera i kogoś tam jeszcze, a ja zaczęłam przygotowywać się do robienia zdjęć. Gdy wkładałam kartę do aparatu, ktoś potrącił statyw. Odwróciłam się, by sprawdzić czy wszystko okej, a tam zastałam uśmiechniętą twarz jednego z przyjmujących.
- Hej – popatrzył na mnie z wielkim uśmiechem na twarzy, mój wzrok natomiast układał się w dwa pytajniki – mam nadzieję, że nic tutaj się nie popsuło
- Samo się jeszcze nigdy nic nie popsuło – powiedziałam sama do siebie – Ja również tak myślę – podeszłam na miejsce zderzenia mojego ukochanego statywu z częścią ciała siatkarza – Na szczęście nic się nie stało – pojawił się nawet uśmiech na mojej twarzy
- Bardzo się cieszę w takim razie i zapraszam na kawę, aby załagodzić sytuację – siatkarz mówił łamaną polszczyzną, ale muszę się przyznać, że uwielbiam jego akcent! Zawsze, gdy oglądałam wywiady z nim, rozpływałam się słysząc głos sprawcy kolizji
- No nie wiem czy statyw będzie chciał, niestety, ma bardzo wygórowany gust – zawodnik po krótkiej chwili zrozumiał, o co mi chodzi, dlatego próbował się ratować
- W takim razie mam zaszczyt poprosić o spotkanie właścicielkę martwego przedmiotu
-Dlaczego martwego? – spytałam zaskoczona – to, że ma już ładnych parę lat nie oznacza, że jest do wymiany! Jeszcze mi długo posłuży – uśmiechnęłam się – A co do zaproszenia - pożyjemy zobaczymy – razem z mym lubym podeszłam do krzesełek, aby „wkręcić” obiektyw i oczekiwać na Edytę. Po kilku minutach oglądania hali, liczenia świateł i krzesełek, przyszła Edzia
- No, co tak nic nie robisz? Do fotografowania, już! – Pogoniła mnie. Jako że na parkiecie było jak na razie tylko trzech zawodników, miałam mało roboty i napykałam tyle zdjęć, ile się dało. Niech reszta żałuje! Swoją drogą dobrze, że wzięłam jeszcze jedną kartę. W czasie przeglądania zdjęć podszedł do mnie pan „gapa”.
- To jak, widzimy się potem?
- Przepraszam cię bardzo, ale to nie jest odpowiedni moment na takie ustalenia – chciałam go zbyć, po prostu jakoś mi nie po drodze
- Okej, zawołaj mnie jak skończysz, to wtedy pogadamy – jego twarz rozpromieniała uśmiechem
- Chodzi o to, że ja raczej w ogóle nie znajdę czasu na to spotkanie, dzisiaj, jutro, za tydzień lub za miesiąc. Nie mam do tego głowy, przepraszam, muszę wracać do pracy – na szczęście zobaczyłam wchodzących zawodników. Można powiedzieć, że mnie uratowali. Gdy robiłam zdjęcia, podeszła do mnie Edyta
- I co, umówiłaś się na spotkanie?
- Edyta, przestań, przeciąż wiesz, że ja teraz nie mam czasu, ochoty ani chęci – obruszyłam się
- Ale zobacz jak on na ciebie patrzy! Wpadłaś mu w oko!
- A on wpadł w statyw. Jak kocha to poczeka – urwałam, po czym wróciłam do fotografowania.
Po dwóch godzinach robienia zdjęć, spytałam się Edyty czy już skończyła. Musiała mieć z każdym zdjęcie i wywiad. Nawet nie do pracy, po prostu dla siebie. Nawet ją rozumiałam, sama bym tak postąpiła, ale jeśli siatkówka mi nie pomaga, to nie wiem, co. Cały czas boli, to tak cholernie boli.
Po krótkiej chwili, mogłyśmy jechać z powrotem do domu. Jednak zanim wsiadłyśmy do auta, Edzia pobiegła znowu do hali, bo zapomniała notatek. Opierając się o samochód, patrzyłam na tapetę telefonu. Byliśmy na niej razem. Ze łzami w oczach otworzyłam galerię, usunęłam zdjęcie i użyłam jakiegoś krajobrazu, jako tapety. Gdy wpatrywałam się w nią, ktoś stanął nade mną. Tak, to pan „gapa”.
- Ale na pewno nic? – chciał się tylko upewnić, dlatego odpowiedziałam
- Nic, uwierz mi, na pewno nic – powiedziałam to spokojnym, zachrypniętym głosem patrząc się w chodnik. Pan „gapa” jednak zamiast odpuścić, podniósł moją głowę i popatrzył mi w oczy, za którymi szkliły się jeszcze łzy. Nie pytając o nic, przytulił mnie mocno do siebie. Zupełnie obcy mężczyzna sprawił, że czułam się bezpiecznie. Tylko skąd wiedział, czego mi potrzeba? Przecież nie jest jasnowidzem. Odkleiłam się od niego, gdy zobaczyłam Edytę. Popatrzyłam mu w oczy, po czym wsiadłam do samochodu. Zdezorientowany siatkarz, nie wiedział, co ma zrobić, wtedy podeszła do niego Edyta i się pożegnała. No tak, ona mu wszystko wypaplała…


______________________________________________________________________
Jest i drugi. Dziękuję za wszystkie komentarze, nawet nie wiecie, ile radości mi sprawiają! 
Miłego czytania! 
Pozdrawiam :)

wtorek, 22 kwietnia 2014

Jeden

- Jak długo to trwa?!
- Ale Ania, o co ci chodzi? - no tak, mój chłopak nigdy nie wie o co mi chodzi...
- Jak to o co? O TWÓJ ROMANS I O TO ŻE MNIE ZDRADZASZ! - nie panowałam już nad sobą. Podeszłam do Pawła i wykrzyczałam mu w twarz - Myślisz, że się nie domyśliłam, że nie widziałam was razem? Byłeś dla mnie wszystkim, wiedziałeś, że potrzebuję miłości i czułości, a ty po prostu mnie oszukałeś i zdradziłeś.... Ale nie ....
- To nie jest tak jak myślisz - przerwał mi, jeszcze miał czelność mi przerwać i mnie uspokajać.
- Tak, wiem - powiedziałm łagodnym glosem po czym moja dłoń skierowała się ku policzkowi Pawła, niestety, załapał moją dłoń. No tak, zapomniałam, że Paweł przez kilka lat trenował sztuki walki, a oprócz tego jest żołnierzem i tancerzem, głupia ja. Złapał moją drugą rękę i patrzył prosto w oczy. Zatraciłam się w nich, w jego brązowych, ciemnych oczach. To one sprawiły, że zwróciłam na niego uwagę. Trzy lata temu, w parku. Chciałam, aby był zawsze przy mnie i nigdy mnie nie opuszczał. Usta Pawła zmierzały w moją stronę, dzieliły nas milimetry, ale przypomniałam sobie, co mi zrobił, jak mnie skrzywdzil. Wyrwałam się z jego objęć, popatrzyłam głęboko w oczy i wybiegłam. Mimo że jest dla mnie wszystkim, nie mogę mu wybaczyć, nie umiem. Za sobą słyszę ciągnące się "Ania", ale ja natychmiast zwiększam tempo biegu. Jednak przydały się te SKSy w podstawówce i gimnazjum. Nie wiedząc, gdzie iść i co robić, weszłam do pierwszego lepszego klubu i zamawiając drinka udalam się w najciemniejsze miejsce pomieszczenia.


______________________________________________________________________

No i mamy pierwszy, jestem tu nowa i nie mam pojęcia jak się robi zakładki i tego typu rzeczy, dlatego będzie jak narazie prowizorka. mam nadzieję, że mi to wybaczycie i ciepło przyjmiecie.
Pozdrawiam :)