wtorek, 22 lipca 2014

Osiem


Piękny dzień, słońce świeci, a ja, biedna kaleka, na wykłady. Na szczęście, wczoraj, Kamil zaproponował mi podwózkę. Tak więc po zjedzeniu śniadania oraz przebraniu się, wysłałam smsa Kamilowi, że już jestem gotowa i może po mnie zejść. Po trzech minutach witałam go całusem w policzek, a po pięciu już zapięta w samochodzie, na dobry początek dnia, zaczęłam sobie śpiewać.
- No proszę cię, wszytsko, ale nie to o takiej godzinie – czy on coś sugeruje?
- Sugerujesz, że brzydko śpiewam? No ja wiem, jakąś Katy Perry czy Shakirą nie jestem, ale tragicznie chyba nie ma. Poza tym uważasz, że godzina dziewiąta to wcześnie? Kiedy ty ostatni raz normalnie pracowałeś?! 
- Dobra, cicho już. Po prostu wczoraj poszedłem bardzo późno spać.
- Mam nie wnikać czy mogę?
- Po prostu musiałem sam pobyć ze sobą i przemyśleć wiele spraw. A ty myślałaś o tym Penchevie? – wypalił
- Ja? A niby dlaczego miałabym o nim myśleć? Przecież to ty sobie coś uroiłeś…
- Czyli myślałaś – szturchnął mnie łokciem
- Patrz na drogę! Oj, no, po prostu wysłał mi wiadomość z pytaniem jak się czuję i prośbą o numer telefonu…
- Podałaś mu? – zapytał
- Nie – odpowiedziałam krótko – znam go za mało, by robić takie rzeczy – wystawiłam język
- Mi dałaś po pięciu sekundach, ale rozumiem, mój urok osobisty cię oślepił i byłaś wklejona we mnie jak w obrazek
- Ależ oczywiście, pamiętam to jak wczoraj. Ten sok pomarańczowy na mojej sukience też!
- Dobra, było minęło, dawno i nieprawda. Przecież wiesz, że cię kocham – jego oczy zaświeciły się, a ja w odpowiedzi dałam mu buziaka w policzek – To co z tym Penhewem?
- Weź się już od niego odwal! Całe szczęście, że dojeżdżamy! Dzięki za podwózkę. Wrócę sama. Cześć – uciekłam czym prędzej z samohodu, nie było to łatwe, ale jakoś sobie dalam radę
Po czterech godzinach wykładów, nie miałam ochoty dłużej siedzieć i gnić w czterech ścianach uczelni. Włożyłam słuchawki do uszu i udałam się na autobus. Na szczęście nie był daleko od szkoły. Okazało się, że móje kochane 18 będzie za chwilę. Jednak jakoś nie bardzo miałam ochotę na jazdę. Postanowilam się przejść kawałek, może nawet do następnego przystanku. Z moimi kulami mogę iść wszędzie! W uszach dźwięczą mi francuskie piosenki, a ja gnam przed siebie! Wszystko byłoby piękne do momentu zderzenia z jakimś głupkiem. Wpadł we mnie z taką siłą, że poleciałam jak długa, a moje kule w tym momencie nie pomagały. Klnęłam pod nosem jak tylko mogłam, a temu bydlakowi posłałm tak mrożące krew w żyłach spojrzenie, że sama jakbym się widziała to bym padła i zamieniła się w trupa.
- Łał, nic ci nie jest? Czekaj, pomogę ci – rzępolił
- Wszystko świenie, od małego marzyłam, aby turlać się po ulicach – posłałam mu jeszcze gorsze spojrzenie i sarkastyczny uśmiech, po czym wstałam, na tyle, ile umiałam. Gościu od stłuczki chciał mi pomóc, jednak zdzieliłam go kulą i zagroziłam, aby się do mnie nie zbliżał
- Ale ja cię naprawdę przepraszam, nie wiem jak to się stało
- No cóż, następnym razem proponuję patrzeć przed siebie - burknełam
- W geście przeprosin, zapraszam na kawę
- Nie, dziękuję – co on sobie myśli?! Gówniarz jeden, ale cholera przystojny, pewnie się oglądał za jakąś laską – Spieszę się
- W takim razie proponuje podwózkę gdzie tylko chcesz!
- Ok, zgoda. Ty pojedziesz w tamtą stronę, a ja w tamtą – wskazałam na dwa różne kierunki. Gdybyście widzieli minę ważniaka… bezcenne!
- Ale… tak się nie da! – główkuj pacanie, pomyśl…
- I o to chodzi. Mam nadzieję, że się już nie zobaczymy. Miłego dnia! – uśmiech numer pięć i w drogę!
- Ale zaczekaj, jesteś brudna… mogę?
- Że co niby? – jakoś nie widziałam żadnej plamy… wtedy ten frajer podszedł do mnie i wyczyścił mi spodnie. Oczywiście, nie mogłam zobaczyć plamy, bo była na moim tyłku! Gdy tylko poczułam jego dłonie na swojej części ciała, nie wytrzymałam i przywaliłam gościowi z całej siły. Nie powiem, zabolało i jego, i mnie
– NIE DOTYKAJ MNIE, ZBOCZEŃCU! – rzuciłam tylko i jak najszybciej teleportowałam się stamtąd. Zaraz obok był postój taksówek. Wsiadłam w jedną i pojechałam do domu. Co to miało być? Nie bardzo rozumiem zachowania tego gościa. Gdy wysiadłam z samochodu udałam się do Kamila. Może będzie w mieszkaniu. Nie myliłam się, był. Opowiedziałąm mu całą historię, a ten zaczął się śmiać. Prawie nie pękł ze śmiechu. No fajnie, szkoda tylko, że ja nic śmiesznego w tym nie widziałam.
- Więc mówisz, że go uderzyłaś? Hahaha, dobre… zaraz się popłaczę…
- Kamilku, podejdź do mnie – powiedziałam miłym głosem. Kamil podszedł, a ja zdzieliłam do poduszką – To nie jest śmieszne, rozumiesz?! – no ale w tym momencie zadzwonił dzwonek do drzwi – co, pewnie jakaś gorąca laska albo staruszka do napalonego zboczeńca? – jak ja go kocham denerwować! Jednak Kamil podszedł do mnie, zbliżył swoją twarz i powiedział:
- Napalony to ja jestem, ale na kogoś innego – a przy okazji puścił oczko… ok, to było dziwne i zabawne! Chyba…
- No siema stary, już myślałem, że nie przyjdziesz. A co ty taki nie w sosie?
- Jakaś laska mnie uderzyła…
- Było nie chodzić do burdelów? – Kamil jak zwykle ma wenę – Chodź, przedstawię ci koleżankę, a w sumie to nawet przyjaciółkę. Tomek to Ania. Ania to Tomek
- To znowu ty?! – no zgadnijcie kto to był. TAK! Właśnie ten frajer, który wpadł na mnie wcześniej
- To wy się znacie? – spytał nieśmiało Kamil
- Tak, nie, trochę. To jest ten buc, który na mnie wpadł!
- Ej, wypraszam sobie te obelgi! To jest twoja dziewczyna? Niezłą ma rękę, co, w łóżku też taka ostra? – zwrócił się do Kamila, a ja za te słowa znowu mu przywaliłam, tym razem jeszcze mocniej
- Hamuj się, ty patafianie!
- Ej, uspokójcie się! Rozumiem, że wasze poprzednie spotkanie do najmilszych nie należało, ale oboje jesteście moimi przyjaciółmi, więc się jakoś zachowujcie. I nie, Tomek, to nie jest moja dziewczyna
- Ale już ją pyknąłeś czy jesteś w trakcie?
- Tomek, opanuj się! Co w ciebie wstąpiło?
- Jak to co, debilizmu i głupoty nie da się wyleczyć – byłam tak wściekla na tego Tomka, że mogłam go zabić bez żadnych wyrzutów sumienia
- Widzisz, to ona zaczyna! – wrasznął Tomek
- Kurde, a co my, w predszkolu jesteśmy?! Ogarnijcie dupy! Musicie się jakoś dogadać, bo będziecie mieli wspólny cel do zrealizowania
- Co?! – oboje krzyknęliśmy z Tomkiem
- Ale jak to? – spytałam
- Wszystkiego się dowiecie, ale w swoim czasie. Ja musze na chwilę wyjść, a wy tutaj zostajecie i się poznajecie
- To ja już wolę iść do siebie – już zabierałam tyłek, ale ten idiota Kamil zamkął nas na klucz w jego mieszkaniu. No ładnie się zaczyna….
- Więc jesteś Ania…?
- A co, coś ci nie pasuje? Nagle się miły zrobiłeś? – nie polubię go
- Ej, przecież wpadłem na ciebie przez przypadek, przeprosiłem i zaproponowałem kawę, to ty zachowałaś się jak wariatka!
- Dobra, dobra, ulatniam się stąd – na szczęście, w torbie mam klucze od mieszkania Kamila, tak na wszelki wypadek, czyli dzisiaj. Podeszłam do drzwi, otworzyłam je, przeszłam przez nie i zamkęłam kolesia w środku. Sama udałam się do siebie myśląc o tym, jakich jeszcze kretynów w życiu spotkam.

______________________________________________________________________
nowy bohater, czy słusznie?
sama nie wiem, będę myśleć co dalej :)
pozdrawiam! :*

wtorek, 8 lipca 2014

Siedem


- Chciałem cię przeprosić, za wszystko – powiedział do mnie, gdy usiedliśmy w salonie – zachowywałem się tak, bo się o ciebie martwię, czuje się za ciebie odpowiedzialny i dlatego wynikło to, co wynikło
- No no, nie spodziewałam się tego. Zależy mi na naszej przyjaźni, więc zapomnijmy o tym, co się wydarzyło. Może na zachętę ugotujemy razem obiad? – chciałam jakoś załagodzić atmosferę, a tak poza tym, to byłam głodna
- Jasne, że ci pomogę, łamago – rzucił we mnie poduszką
- Ej! Tylko nie łamago, nie moja wina, że tam coś było!
- Ta, jasne, ty to nawet na pustyni sobie coś złamiesz – wystawił język
- Też cię kocham – przytuliłam się do niego, ale tylko po to by zaraz zacząć wbijać mu palce w żebra. Bolało, ale mnie, przez tą jego górę mięśnie, kości i Bóg wie czego nie dało się przejść. Co on je? – Ała! Nie wiem jak twoja żona z tobą wytrzyma… - zrobiłam smutną minkę
- Może dasz jej jakieś wskazówki?
- Chciałbyś. Niech się sama z tobą użera. A propos… znalazłeś już kogoś?
- Tak…
- Kto to jest? – pytałam zaciekawiona
- Stoi przede mną i ma złamaną nogę – rozmarzył się – i bardzo ją kocham – wysłał mi buziaka w powietrzu
- Wal się, nie chcę cię! – pożałowałam tych słów, gdy Kamil wziął mnie na ręce i zaniósł do kuchni po czym powiedział:
- Do garów kobieto!
Bezczelny! Jak to tak może? Jednak gdy jakoś wyciągnęłam makaron i sos, od razu się do mnie przyłączył. Taki zwierzaczek z niego.
- Ania… - odezwał się w pewnym momencie
- Tak?
- A ty z Niko to tak na poważnie?
- Na poważnie co?
- No to wszystko…
- To znaczy? – byłam zdezorientowana – przecież między nami nic nie ma
- Jak to nic nie ma? Przecież on na ciebie patrzy tak, że najchętniej to by od ciebie nie odchodził
- Kamil, bredzisz.
- No a spacer? – drążył
- Jeden raz. Przecież z tobą też chodzę na spacery. Ogarnij się. Między nami nic nie ma – w tym momencie usłyszałam dzwonek do drzwi, które poszedł otworzyć Kamil
- Ania, ktoś do ciebie, wpuścić? – gdy to usłyszałam, wychyliłam się, aby zobaczyć kto przyszedł
- Łukasz, no jasne, wchodź. Właśnie robi się obiad, zjesz z nami? – powitałam gościa buziakiem w policzek
- Nie, nie, ja tylko na chwilę. Przyszedłem pokazać jak ładnie goi się to, co opatrzyłaś, jednak widzę, że ty się lepiej bawisz – spojrzał na moją nogę
- Tak, tak, przecież kobiety zawsze są we wszystkim lepsze – zaśmiałam się
- Kłóciłbym się, ale masz rację – odpowiedział Łukasz. Kobiety vs mężczyźni 1:0
- Za nami nie wygrasz – zaśmiałam się jeszcze bardziej.
Nałożyłam makaron na talerze i zawołałam mężczyzn do stołu. Po zjedzonym posiłku moi mężczyźni poszli, oczywiście po wcześniejszym wymyciu naczyń. Zostałam sama z czego się bardzo cieszyłam, bo mogłam odpocząć. Zaczęłam się zastanawiać czy Kamil odnośnie Nikołaja miał rację. Czy on coś do mnie czuje? Bo po co by przychodził do mnie i wyciągał na spacer? Ale z drugiej strony przecież to nic zobowiązującego. Ważne, że pozbyłam się raz na zawsze Pawła.
Gdy tak sobie rozmyślałam, w międzyczasie przyszła Edzia. Zmęczona podgrzała sobie obiad i z talerzem w ręku przysiadła się do mnie.
- Nad czym tak myślisz, złociutka?
- Nad życiem. Może w wakacje wybierzemy się do Francji?
- Ooo, jaka miła propozycja. A co, myślisz, że umiesz na tyle francuski, żeby zostać moim przewodnikiem?
- Tak, tak właśnie myślę. Zabierzemy Kamila i zrobimy sobie tour de France
- Ależ nie ma problemu. Odpowiada mi twój tok myślenia.
Po przegadaniu jakiejś godziny postanowiłam, że pójdę wskoczyć w moją piżamkę i odpalnę laptopa w poszukiwaniu skarbu. Oczywiście, pierwsze co zrobiłam to weszłam na stronę najpopularniejszego portalu społecznościowego. Dwie wiadomości. Hm, interesujące. Jedno od Kamila, wysłał mi pięćset emotikonek, normalny to on nie jest. Druga wiadomość była od Pencheva.
„Przepraszam, że w formie wiadomości, ale chciałbym się dowiedzieć jak się czujesz. Zapomniałem wziąć od Ciebie numer telefonu, więc proszę o to teraz, by na przyszłość unikać takich sytuacji jak ta. Pozdrawiam”
Czy on nie jest kochany? I jeśli naprawdę coś do mnie czuje? Ee, tam. Przyjdzie, powie to wtedy się będę zamartwiać. Odpisałam mu, że dobrze się czuję, ale na numer to musi sobie zapracować. Niech się męczy, a co!
Po przeglądnięciu reszty stron internetowych, poszłam spać. Jutro w końcu muszę iść na wykłady, a teraz zajmie mi to trochę czasu.


_________________________________________________________________________
czy ktoś tu jeszcze jest?
przeprasam, że dopiero teraz, ale pomimo wakacji mam tak zawalone całe dnie, że nawet nie wiem, kiedy mam iść spać
za ewentualne błędy przepraszam, idę spać :)